*/ ?>
KOLEJOWY.
  • Polish (Poland)
  • English (United Kingdom)
Magiczna brama Europy

Przybysz wysiadający na początku XX wieku na Dworcu Fabrycznym czuł, że przekracza symboliczną granicę między Wschodem i Zachodem. Tak jak Gabriel Dan, bohater powieści „Hotel Savoy”, przyjezdny stawiający stopę na łódzkiej ziemi trafiał do kulturowego tygla, jakim było dynamicznie rozwijające się miasto.

Krótka powieść Josepha Rotha (1894 – 1939), opublikowana 85 lat temu, wprowadziła Łódź do historii literatury światowej. „Hotel Savoy” opisuje Łódź, którą większość czytelników zna jedynie z reymontowskiej „Ziemi obiecanej”. Niezwykły hotel działa od 1912 r. przy ulicy Krótkiej 6 (dzisiejsza Traugutta), blisko głównej arterii miasta Piotrkowskiej. Zaledwie jedenaście lat po otwarciu stał się miejscem akcji powieści austriackiego pisarza.

Siedmiopiętrowy gmach aż do lat 50. XX wieku był najwyższą budowlą w Łodzi. Powstał na zlecenie wiedeńskiego finansisty Salomona Ringera i szybko stał się lokalnym symbolem luksusu. Nic dziwnego, że w artykule „Europa w Łodzi” w piśmie „Świat” warszawski dziennikarz Edward Krajewski pisał: „Śmiało przyznać można, że podobnym zakładem poszczycić by się mogło najpierwszorzędniejsze miasto w Europie. (...) Przybysza z dalekich stron, nawet przywykłego do komfortu hotelów Europy, od razu uderzy wykwint, z jakim urządzony jest hotel Savoy.”Wielokulturowe miasto wywarło silne wrażenie na autorze zafascynowanym ideą wielkiej europejskiej rodziny.

Po raz pierwszy od pięciu lat stoję znowu przed bramą Europy. Hotel Savoy z jego siedmiu piętrami, złotym herbem i portierem w liberii wydaje mi się bardziej europejski niż wszystkie inne gospody na Wschodzie. Obiecuje wodę, mydło, kanalizację, windę; pokojówki w białych czepeczkach; mile połyskujące nocniki – przepyszne niespodzianki w brunatnych szafeczkach; elektryczne lampy [...], przenikliwe dzwonki, posłuszne naciskowi kciuka, oraz łóżka zasłane piernatami, pulchne i radośnie gotowe na przyjęcie ciała – cieszy się bohater powieści Rotha po powrocie z Rosji. Hotel okazuje się mikroświatem, w którym najbogatsi zajmujący dolne piętra i biedacy gnieżdżący się w klitkach poddasza, oddają się temu, co napędza całe miasto: zarabianiu pieniędzy.

Widoku Łodzi z wysokości 35 metrów nie przysłaniały sąsiednie, zwykle trzykondygnacyjne budynki. Hotel stał się miejscem spotkań artystycznej cyganerii: w latach 1914-1915 działał tu kabaret Bi-Ba-Bo, z którym współpracował Julian Tuwim. Po II wojnie światowej powstał tutaj klub literacki Pickwick, w którym bywali Konstanty Ildefons Gałczyński, Jan Brzechwa, Adolf Dymsza i Leon Schiller.

Takie miasto byłbym nawet chętnie wybrał na dłuższy pobyt wakacyjny – to było dość zabawne miasto, mieszkało w nim wielu dziwnych ludzi, czegoś podobnego nie spotyka się w świecie – zauważa powieściowy Gabriel Dan.

Kim był Roth, którego zaczarowała dawna Łódź? Urodzony w żydowskiej rodzinie w galicyjskich Brodach pisarz studiował w Wiedniu. W 1916 r. zgłosił się na ochotnika do armii. Walczył na froncie w Galicji. Po powrocie z wojny zajął się pisaniem – prozy i reportaży prasowych. Początkowo pisarz miał lewicowe zapatrywania, z czasem jego światopogląd ewoluował w kierunku nostalgicznego konserwatyzmu i monarchizmu.

„Hotel Savoy” pojawiał się w odcinkach we „Frankfurter Zeitung” w lutym i marcu 1924 r., przez lata był uznawany za jego pierwszą książkę. Dopiero w 1967 r. światło dzienne ujrzała wcześniejsza „Sieć pająka”. – W austriackiej i całej niemieckojęzycznej literaturze Roth zajmuje niepoślednie miejsce – mówi prof. Joanna Jabłkowska z germanistyki Uniwersytetu Łódzkiego o autorze „Marszu Radetzky’ego” i „Hioba”. – Jest pamiętany jako wyznawca „mitu habsburskiego”, jego późniejsza proza wyrażała tęsknotę za monarchią austro-węgierską. „Hotel Savoy” to jeden z ważniejszych utworów literatury austriackiej po I wojnie światowej.

Mit habsburski nie ograniczał się do osoby cesarza, ale dotyczył całej aury wielonarodowości Austro-Węgier. Elementy tamtego złożonego państwa kilkadziesiąt lat później odnajdujemy w idei integracji europejskiej. To Europa, w której granice nie mają znaczenia, a z wielości nacji tworzy się wspólnota. Wychowany w Galicji, pochodzący z żydowskiej rodziny Roth, który od dziecka żył w tyglu kulturowym, w dorosłym życiu stał się świadkiem upadku wszystkiego, w co wierzył, a co przestało istnieć wraz z rozpadem wielokulturowego cesarstwa. Przed rosnącym w siłę, zagrażającym Europie narodowym socjalizmem schronił się w Paryżu, gdzie mieszkał do śmierci.

W przetłumaczonej na większość języków eu¬ropejskich powieści Łódź jawi się jako miasto bogatych fabrykantów elegancko obsługiwanych w hotelowej restauracji i biednych robotników pochodzenia polskiego, żydowskiego, niemieckiego oraz rosyjskich policjantów. Chociaż Łódź była dużo bardziej rozwinięta niż miasta Wschodu, pisarz podkreślał jej mroczne strony. Swoje odczucia Roth spisał również w felietonie „Rosyjskie pozostałości. Łódź – miasto przemysłu tekstylnego”, który powstał podczas reporterskich podróży do Polski w latach 20. Dr Irena Bartoszewska pisze: „Roth – korespondent przedstawia w sposób niemal dokumentalny obraz i atmosferę miasta, poświęcając dużo uwagi różnicom klasowym, jakie w tym czasie panowały w «polskim Manchesterze». Z jednej strony opisuje wspaniale oświetloną, długą ulicę Piotrkowską, po której spacerują «nieprawdopodobnie eleganckie kobiety, które po południowej herbatce w Paryżu, zostały samolotem przywiezione i rozproszone po Łodzi». Z drugiej strony przedstawia obraz ulic bocznych, z cuchnącymi rynsztokami, po których spacerują nie mnie piękne, w pięknych butach, lecz bez pończoch dziewczęta i kobiety. (...) Postęp i zacofanie, dobrobyt i ubóstwo, to według Rotha prawdziwy obraz przemysłowego miasta Łodzi.”

Należy dodać: Łodzi tuż po I wojnie światowej, gdy zastój w interesach decydował o sytuacji miasta. W powieści „Hotel Savoy” powojenna rzeczywistość przejawia się w rewolucyjnych nastrojach, strajkach, napływających do miasta falach repatriantów. Hotel przyjmuje wszystkich gości, w tym wszelkiego rodzaju rozbitków. To Łódź w pigułce: obok siebie żyją bogaci i nędzarze. Drabina społeczna tutaj jest odwrócona – im wyższe piętro, tym biedniejsi lokatorzy. Autorzy tacy jak Claudio Magris czy Wolfgang Jehmueller interpretowali hotelową rzeczywistość jako społeczną metaforę. Nad wszystkim i wszystkimi panuje tutaj – niczym mityczny Charon – windziarz Ignacy, szara eminencja Savoy’u. Wszyscy czekają na przyjazd amerykańskiego bogacza Henry’ego Bloomfielda. Liczą, że wsparciem finansowym pomoże przezwyciężyć powojenną beznadzieję. Bo dla Rotha

Bóg ukarał to miasto przemysłem. Przemysł jest najsurowszą karą Bożą.

Nieco karykaturalna wizja rzeczywistości nie umniejsza przyjemności z odnajdywania w powieści miejsc realnie istniejących: hotelu, opisanego z niezwykłą starannością, dworca, czyli wrót do miasta, gdzie przybysze stawiają pierwsze kroki na łódzkiej ziemi i gdzie „można zarobić pieniądze”. Rozpoznajemy rynek, czyli plac Wolności oraz Bałuty, gdzie Żydzi „spacerują na środku ulicy, z parasolami komicznie skręconymi, o krzywych rączkach”.

Wszelako miasto przyjemniej wyglądało wieczorem niż w dzień. Przed południem było szare, unosił się nad nim dym z olbrzymich kominów pobliskich fabryk, na rogach ulic siedzieli skuleni brudni żebracy, a na wąskich uliczkach leżały śmiecie i gnój. Ciemność jednak po macierzyńsku ukrywała, dobrotliwie przebaczała i tuszowała brud, występki, zarazę i nędzę.

W dzisiejszym Savoy’u z pierwotnego wystroju zostały detale – posadzka, drewniany strych, secesyjne witraże w sali restauracyjnej. Nie ma kryształowych luster, żyrandoli, imponującej sali bilardowej. – Najprawdopodobniej drogocenne elementy zostały rozkradzione po wojnie – mówi Janusz Gorący, kierownik hotelu. – To co zostało, staramy się ratować.

Powieść sprzed lat jest dobrze znana personelowi hotelowemu. – Być może w holu powinna pojawić się tablica upamiętniająca Josepha Rotha... – zastanawia się kierownik Janusz Gorący. Przy Traugutta 6 zatrzymują się polscy i zagraniczni turyści, głównie Niemcy, Francuzi, Hiszpanie. Bywali tu polscy artyści, np. Zbigniew Zamachowski i Bogusław Linda, apartament miał Jan Machulski. W Savoy’u nocowali też Zbigniew Brzeziński, doradca prezydenta Jimmy’ego Cartera, prezydent (wtedy jeszcze kandydat) Aleksander Kwaśniewski i skrzypaczka Wanda Wiłkomirska.

W windzie jeżdżącej na środku klatki schodowej spotykamy – tak jak w powieści – liftboya. To w Savoy’u tradycja, której powieściowym wcieleniem jest Ignacy. Ale siódme piętro, odgrywające w książce ważną rolę, pozostaje wyłączone z użytku i jest udostępniane tylko na szczególne okazje.

Literacka fikcja pobudza wyobraźnię. Jacek Kusiński, zafascynowany książką, wpadł na pomysł inscenizowanych fotografii. – Chciałem z Piotrem Szczegłowem zrobić serię zdjęć przedstawiających sceny z powieści w sceneriach hotelowych i miejskich. Opatrzone niemieckimi cytatami z powieści stworzyłyby ciekawy album – przekonuje Kusiński. – Kierownik recepcji opowiadał mi, że kilkakrotnie przyjeżdżały do hotelu niemieckojęzyczne wycieczki. Ich uczestnicy, zaopatrzeni w niemieckie wydanie powieści „Hotel Savoy”, prosili portiera o autograf. Łódź istnieje w świadomości zagranicznych turystów jako miasto z powieści.

Blisko sto lat po otwarciu hotelu wiele faktów z jego historii sprawia, że o pierwszym łódzkim wysokościowcu myślimy jak o miejscu magicznym. Bo co innego jak nie magia miejsca oraz ówczesnego miasta mogło sprawić, że Roth mówił:

Będąc w Łodzi, nie umiałem oprzeć się pokusie napisania „Hotelu Savoy”, najlepszej mojej książki.

Cytaty z „Hotelu Savoy” Josepha Rotha
w tłumaczeniu Izydora Bermana

KOSTEK LICHTENSTEIN

 

Podziel się
 


EC1 DZIENNIK KOLEJOWY

KWIECIEŃ-MAJ 2010
NUMER 211



LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2009
NUMER 291