*/ ?>
KOLEJOWY.
  • Polish (Poland)
  • English (United Kingdom)
Akcelerator Kalejdoskop

MARIA POPRZĘCKA

Dworzec Łódź Fabryczna – jak większość polskich stacji kolejowych zaniedbany, brudny, odpychający. Otoczenie jeszcze gorsze. Spraje kibiców Widzewa, majdan rozjechany samochodami, budki z zapiekankami, dookoła bezładna, rozbita tkanka miejska. Odrestaurowana cerkiew wygląda jak broszka przypięta do złachanego waciaka. Tak wita i żegna nas miasto Łódź. Lecz właśnie Łódź – jako pierwsze miasto w Polsce – stoi wobec wielkiej szansy transformacji zdegradowanego otoczenia dworca w Nowe Centrum. Sam dworzec ma zniknąć pod ziemią, natomiast pierwszym budynkiem Nowego Centrum ma być wzniesiony na jego miejscu przejrzysty walec Specjalnej Strefy Sztuki. Zaś wokół, na planie zarysowanym przez wybitnego architekta Roba Kriera, ma sukcesywnie rozwinąć się rozległe centrum z wieloma przestrzeniami publicznymi, instytucjami kultury, edukacji, rozrywki, komercji, turystyki. Jego realizację, jaka ruszyć ma w przyszłym roku, sugestywnie nazwano „operacją na otwartym mieście”. Dlaczego Nowe Centrum Łodzi zaprojektowano na terenie kolejowym? Dlaczego pierwsze ma powstać miejsce dla sztuki, a nie siedziby administracji, biurowce, centra handlowe, banki, które zwykle tworzą dzisiejsze centra miejskie? I czy impulsem dla kreacji nowego centrum miasta może być sztuka?

Przyczyn takiej lokalizacji, co oczywiste w wypadku równie wielkiej inwestycji jest wiele – ekonomicznych, finansowych, urbanistycznych, komunikacyjnych, także społecznych. W tym miejscu chcę wskazać na historyczno-kulturowy aspekt usytuowania Nowego Centrum. Przypomnieć znaczenia, jakie zawierała w sobie ta zdegradowana obecnie przestrzeń. Gmachy i ulice nie są bowiem martwą materią – wiodą intensywne życie, kryją sensy, emanują energią. Dla przemysłowego, gwałtownie rozwijającego się dziewiętnastowiecznego miasta, jakim była łódzka „ziemia obiecana”, ośrodkiem kumulującym i katalizującym ludzką aktywność był właśnie dworzec kolejowy. Nie rynek, jak w miastach o średniowiecznej metryce, nie plac pałacowy, jak w nowożytnych stolicach, lecz właśnie dworzec. Chociaż nie miał okazałej formy architektonicznej, to tu biło serce fabrykancko-robotniczej, wielonarodowej i wielowyznaniowej aglomeracji.

Od dworca do Nowego Centrum Łodzi

Tak było nie tylko w Łodzi. Historia dziewiętnastowiecznej urbanizacji wskazuje na dworzec jako na miejsce o największej dynamice, generator ruchu i zmiany. Miejsce odjazdów i przyjazdów, porzuceń i powrotów, powitań i rozstań. Miejsce tłumne, rozedrgane gorączką podróży, pośpiechem, napięciem, skrajnymi emocjami. Dość wspomnieć ówczesne powieści – ile kluczowych scen dzieje się na dworcach! Wokulski krzyczący na peronie w Skierniewicach: „Farewell miss Iza, farewell!”, bohaterka „Wrzosu” Rodziewiczówny zatrzymana złowieszczym ostrzeżeniem: „Wyjścia nie ma”, Borowiecki ruszający na ryzykowną eskapadę z cudzą żoną… Wszystko to świadectwa wyjątkowego miejsca dworca w ówczesnym ludzkim życiu, w nowoczesnej kulturze, w społecznym obyczaju.

Lecz dworzec to również miejsce symboliczne. To brama miasta, z jej odwiecznymi znaczeniami: granicy światów, progu dzielącego bliskie i dalekie, swojskie i obce, znane i nieznane. Zarazem, wraz z pojawieniem się kolei żelaznej, owe bramy musiały przyjąć całkowicie nowe, bezprecedensowe funkcje i sprostać nowym, technicznym i społecznym wymogom. Wielkim wyzwaniem dla architektów stało się znalezienie dla nich formy, nadanie budowlom, dla których nie było historycznych modeli, stosownych architektonicznych kształtów. Wielki cywilizacyjny wynalazek, jakim była kolej, musiał otrzymać oprawę odpowiednio znaczącą, prestiżową, okazałą. Dworzec był świadectwem nowoczesności, postępu i rangi miasta. Witając przyjezdnych, reprezentował miasto, był jego wizytówką.

Nie było łatwo i próbowano po trosze wszystkiego. Całą historię dziewiętnasto- i dwudziestowiecznej architektury można by napisać w oparciu o architekturę dworcową. W XIX stuleciu powszechnie sięgano po style historyczne, narodowe, egzotyczne oraz ich możliwe i niemożliwe eklektyczne kombinacje. Dworce ubierano w najrozmaitsze szaty i kostiumy, czerpiąc zewsząd modele i wzory. Mogły to być renesansowe florenckie pałace – jak warszawski dworzec kolei warszawsko-wiedeńskiej; mauretańsko-hiszpańskie fantazje – jak nieistniejący, pierwszy dworzec w Skierniewicach czy gotyckie angielskie zamczyska – jak do dziś funkcjonujący dworzec we Wrocławiu. Wielkie metropolie szukały inspiracji tyleż nobliwych, co monumentalnych – jak dworce nowojorskie wzorowane na rzymskich termach Karakalli, czy paryskie zamykające perspektywy bulwarów wielkimi parawanami neorenesansowych fasad. Dworce były też dobrą okazją do manifestacji tożsamości narodowej, dość wspomnieć moskiewskie wokzały, prezentujące się niczym bajkowe kremle staroruskich kniaziów. W niepodległej Polsce programowo nadawano dworcom formy stylu narodowego, zwykle malowniczego „kalisko-lubelskiego”. Wiele z nich się zachowało – od Lublina po Żyrardów. Do połowy wieku XX dworce pozostawały atrakcyjnym tematem architektonicznym, także dla modernizmu, czego późnym przykładem może być wielki rzymski dworzec Roma Termini. Dworców nie ominął też socrealizm, witający przybyszów w Gdyni.

Upadek dworców zaczął się wraz z utratą przez kolej znaczenia jako najważniejszego środka transportu. Problem najwcześniej pojawił się w USA. Gigantyczny gmach dworca chicagowskiego dwadzieścia lat temu straszył jako bezużyteczna ruina. Stopniowo znajduje się dworcom nowe funkcje – przywracane życiu budynki najczęściej stają się kombinatami handlowo-gastronomicznymi. Oczywiście mieszczą też kina, sale multimedialne, nawet kaplice.

Polska ma to przed sobą. Na razie dworce to najgorsze publiczne budynki w kraju. Od wielkiej wiaty stołecznego Centralnego, przez zruderowany betonowy brutalizm w Katowicach po małe stacyjki. Jak jest w Łodzi – każdy widzi.

Specjalna Strefa Sztuki

Projekt Nowego Centrum Łodzi to znacznie więcej niż tylko rewitalizacja zaniedbanych terenów kolejowo-przemysłowych. W następnych fazach ma on zagarniać coraz większe obszary, całkowicie zmieniając charakter pobliskich i dalszych dzielnic, a w efekcie – odmienić oblicze Łodzi z miasta przemysłowego w miasto kultury. Wielka zmiana ruszyć ma z dawnego dworca. Tu ma być wbita pierwsza symboliczna łopata. Tu ma zacząć tętnić nowe łódzkie serce. Czy miejsce to przechowało utajoną, dawną energię, którą da się rozbudzić? Czym ma być Specjalna Strefa Sztuki, która w XXI wieku ma dać miastu tę dynamikę, jaką pulsował dworzec w wieku XIX? Czy sprosta roli nowej bramy miasta? Bo będzie to przecież pierwszy budynek, który napotkają przyjezdni. Nowa wizytówka nowej Łodzi – miasta kultury.


Specjalna Strefa Sztuki nie ma być nowym muzeum sztuki nowoczesnej. Takie Łódź ma i słusznie jest z niego dumne, jako jednej z pierwszych takich instytucji w Europie. Nie ma też dublować żadnej z istniejących instytucji kultury ani imitować istniejących rozwiązań. Ma być dynamicznie reagującym na społeczne potrzeby centrum sztuki, łączącym funkcje wystawiennicze z szeroko pojętymi działaniami edukacyjnymi, twórczymi, integrującymi, animującymi uczestnictwo w kulturze. Ma wiązać łódzkie środowiska artystyczne, ale też swą atrakcyjnością przyciągać ludzi od kultury i sztuki dalekich. Ma wraz z kolejno powstającymi instytucjami Nowego Centrum odgrywać aktywną rolę w przekształcaniu Łodzi w miasto kultury.

Wiemy, że tak jak niegdyś dziewiętnastowieczne dworce, tak teraz właśnie budynki służące sztuce stały się najbardziej intrygującym zadaniem dla architektów. To one inspirują głośne gwiazdy architektury światowej, one zyskują status powszechnie rozpoznawanych ikon architektury współczesnej. Dzieje się tak nie bez przyczyny. Dzisiejsza ranga architektury muzealnej dowodzi, że to właśnie w tych budynkach tkwi ogromna potencja ożywiająca miasto, nakręcająca koniunktury, także ekonomiczne. To nie tylko efektowne opakowanie dla sztuki czy turystyczna atrakcja. One świadczą o miastotwórczej sile kultury, które to przekonanie leży u podstaw projektu Nowego Centrum.

Forma architektoniczna Specjalnej Strefy Sztuki jest znana. Konkurs na budynek wygrała spółka Möller Architekten + Ingenieure BDA, która zaproponowała formę najprostszą z możliwych. „Intencją autorów – czytamy w opisie projektu – było zaprojektowanie tego budynku jako «cylindra nieskończoności», jasnej, geometrycznej formy”. To wielki, poziomy walec, całkowicie przezroczysty. O sugestywności tej prostej formy świadczy, jak wiele budzi ona skojarzeń. Patrząc z perspektywy historii miejsca, można ją widzieć jako nawiązanie do wielkiej, przeszklonej hali dworcowej, jaka zwykle otwierała się za historyzującymi fasadami. Owe rozpięte nad przestrzenią peronów przejrzyste sklepienia były wówczas najwyższym osiągnięciem architektury inżynierskiej. Dzisiejsze możliwości techniczne pozwoliły tę formę zwierciadlanie powtórzyć. Półkoliste sklepienie zostało jakby odbite, powtórzone, przekształcając się w pełny walec niemal unoszący się nad ziemią. Tak jak dawne dworce jest to architektura wymowna. Lecz to zupełnie inny język. Nie wyniosła przemowa reprezentacyjnych fasad. Dzięki swej transparentności budynek pozostaje otwarty na otoczenie, daje się przenikać z zewnątrz i z wewnątrz, zaprasza do dialogu, wymiany spojrzeń i myśli.

Wielki walec Specjalnej Strefy Sztuki można też porównać do gigantycznej lunety. Albo monumentalnego kalejdoskopu. Luneta – optyczne urządzenie pomnażające możliwości ludzkiego oka, pozwalające zobaczyć to, co dalekie i niewidoczne. I kalejdoskop – pozornie tylko dziecinna zabawka. Ale zabawka, która z każdym obrotem tworzy przed naszymi oczyma wciąż nowe, olśniewające obrazy, nieprzewidywalne i niepowtarzalne wizualne niespodzianki. Czy może być piękniejsza metafora dla miejsca, w którym sztuka ma nas uczyć sięgania „tam, gdzie wzrok nie sięga”, widzenia i doświadczania świata w jego nieskończonej zmienności?

Cylindryczna forma Specjalnej Strefy Sztuki ma również jak najbardziej współczesne odniesienia. Jak zauważył Jaromir Jedliński, jeden z autorów programu funkcjonalnego SSS, projekt swym cylindrycznym kształtem nawiązuje do tunelu pierścienia akceleratora cząstek, generatora wielkich energii. Akceleracja to zjawisko przyspieszenia i pobudzenia naturalnego tempa rozwoju. W psychologii, skąd termin ten pochodzi, dotyczy rozwoju dzieci i młodzieży, głównie w sferze poznawczej. Specjalna Strefa Sztuki powinna stać się akceleratorem rozwoju nowego centrum miasta.

Mógłby ktoś powiedzieć – to tylko piękne porównania, lotne metafory. Tak, ale te metafory uświadamiają wielkie szanse tkwiące i w założeniu Specjalnej Strefy Sztuki, i w całym olbrzymim projekcie Nowego Centrum, którego SSS ma być pilotem i zwiastunem. Wszystko musi wypełnić się funkcjami, znaczeniami, działaniem, ludźmi, wydarzeniami. Ale pobudzająca perspektywa i wielka szansa jest. A Łodzi bardzo potrzeba nowych szans i perspektyw.

Podziel się
 


EC1 DZIENNIK KOLEJOWY

KWIECIEŃ-MAJ 2010
NUMER 211



LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2009
NUMER 291