*/ ?>
KOLEJOWY.
  • Polish (Poland)
  • English (United Kingdom)
Zmieniam się razem z miastem

Piotr Szczepański: W filmie „Łódź 2009 – ∞” zarejestruję, jak zmieniają się ludzie i miejsca oraz jak się zmieniam ja Łódź, miasto z filmową tradycją, nie przestaje inspirować twórców. Legenda Łodzi filmowej opiera się na Szkole Filmowej i jej sławnych absolwentach: Andrzeju Wajdzie, Romanie Polańskim, Zbigniewie Rybczyńskim oraz na potężnej niegdyś Wytwórni Filmów Fabularnych – przez kilkadziesiąt lat  centrum polskiej kinematografii.

Dzisiaj, w czasach gdy prawie wszystkie telefony komórkowe mają kamery, filmy kręcić może każdy. Wystarczy ciekawy pomysł. Przydaje się bystre oko i pewna doza wrażliwości. Wyobraźnia i poczucie humoru.

Filmowym tematem jest projekt Nowego Centrum Łodzi, któremu towarzyszy atmosfera twórczego poruszenia. Piotr Szczepański („Generacja CKOD” i „Aleja gówniarzy”) kręci o nim dokument. Reżyser w 2008 r. rozpoczął wieloletni projekt, roboczo zatytułowany „Łódź 2009 – ∞”. Tytuł nawiązuje do słynnych obrazów liczonych Romana Opałki „Opałka 1965 /1 – ∞”. Realizację filmu współfinansuje miasto Łódź, producentem jest Anagram Film.

Marek Lewoc: Kiedy odkryłeś elektrociepłownię EC1?

Piotr Szczepański: Na EC1 trafiłem w 1997 r. Chciałem nakręcić etiudę operatorską na III roku we wnętrzach przypominających klimatem Chicago w latach 20. Szukałem po różnych zakamarkach fabrycznych, wnętrzach podwórek. Wtedy pierwszy raz wszedłem do EC1. Widziałem, że Targowa się kończy na torach i że przez furtkę po lewej stronie widać fasadę elektrowni. Zdobyłem papier ze szkoły, umożliwiający mi wejście na teren i oglądałem. Wtedy jeszcze część zachodnia elektrowni była czynna. Wszedłem do paru wnętrz i zostałem zauroczony. Drugi raz byłem tam, kiedy dla Jana Jakuba Kolskiego, który prowadził agencję reklamową Kolski & Partners, robiłem w 1999 r. dokumentację. Potem kręciłem tam teledysk do piosenki „Armia zbawienia” Cool Kids Of Death razem z Krzysztofem Ostrowskim. A w 2006 r. usłyszałem od Andrzeja Walczaka, że jest plan rewitalizacji EC1 i natychmiast powiedziałem, że chcę o tym kręcić film. To było wtedy zupełnie niewiarygodne, ale wystarczyło poczekać, aż coś się zacznie dziać.

Co Cię urzekło w EC1?

– Niesamowity klimat. Interesowałem się industrialną architekturą, na IV roku robiłem dyplomowy film, który dział się w scenerii rodem z „Metropolis” Fritza Langa. Dużo spacerowałem po takich przestrzeniach, np. po Unionteksie. W EC1 najbardziej fascynowała mnie rozdzielnia. Często tam wpadałem po pretekstem, że jestem ze Szkoły Filmowej, mimo że już nie studiowałem. Nie po to żeby robić zdjęcia, ale pochodzić, chłonąć, wyobrażać sobie scenariusze. Kiedy przyjeżdżasz do Łodzi pociągiem z Warszawy, widzisz tę intrygującą budowlę. Jako dziecko mieszkałem kilka lat we Francji, dlatego EC1 Zachód – te rury i rusztowania na zewnątrz – kojarzyły mi się z Centre Pompidou.

W „Alei gówniarzy” padają cierpkie słowa pod adresem Łodzi. Lubisz Łódź czy nie?

– Łódź jest od początku oparta na bylejakości, tymczasowości. Miasto zostało zbudowane szybko, żeby zarobić pieniądze. Mało kto przywiązywał wagę do estetyki, solidności. To miasto od wielu lat się rozpada. Ludzie, którzy tu przyszli mieszkać, nie byli związani z tkanką miejską, ale przyjechali do pracy z jakimiś nadziejami, które po latach okazały się zdradzone. I wygasły. Miasto rozpada się nie tylko fizycznie, ale i mentalnie – taka jest, niestety statystyczna większość. To, co lubię, w tym mieście, to jest mniejszość, która chce coś tworzyć, ma niezwykłą energię, żeby zmienić to miasto. Od trzech, czterech lat uważam, że wszystko idzie ku dobremu.

Czyli nie chcesz stąd wyjechać?

– Z Łodzi nie, na pewno nigdzie indziej w Polsce nie mógłbym mieszkać. Jeżeli już gdzieś jechać, to daleko. Ale kiedy miałem dwadzieścia kilka lat, nie miałem szans na pracę w zawodzie na Zachodzie. We Francji jest bardzo hermetyczne środowisko, a nigdy nie miałem ambicji, żeby wyjechać do Ameryki. Musiałbym zdawać do Szkoły Filmowej ze świadomością, że od razu po studiach spróbuję się dostać do Hollywood.

Twój pomysł polegał na tym, by sfilmować cały projekt budowy Nowego Centrum Łodzi?

– Tak. Gdy kręciłem „Generację CKOD”, trwało to dwa lata. To było bardzo fajne, bo robiłem ją równolegle ze swoją pracą, czyli reklamami. Jechałem zrobić reklamę i wracałem do czegoś, co miało jakąś kontynuację. To był fajny pomysł na życie, miałem poczucie sensu. Teraz jest podobnie. Myślałem zaraz po „Generacji CKOD” o filmie, który by trwał ileś lat, miałem kilka pomysłów, ale ich nie zrealizowałem. Nie będę mówił jakich, bo jeszcze ktoś je zrobi za mnie. Podejrzewam, że projekt o EC1 będę robił 10 lat, jeśli nie więcej. Zakładam, że będzie mówił nie tylko o EC1, ale też o przebudowie dworca, Nowym Centrum Łodzi, i że ja ten film skończę w momencie,  gdy powstanie pierwsze 30 hektarów nowego centrum. W to wierzę, to się musi wydarzyć i się wydarzy. Co będzie z pozostałym terenem, to się okaże.

Powiedziałeś kiedyś, że żałujesz, że z mapy Łodzi znikają zapomniane miejsca, tzw. białe plamy. Nowe Centrum zmieni aż 90 hektarów – zmiana będzie radykalna. Cieszysz się czy martwisz?

– Znikające białe plamy to jest zawsze smutne. Miejsca magiczne, które się znało, związane z przeszłością nie tylko Łodzi, ale także moją. Miejsca, gdzie 10, 12 lat temu chodziłem po dzikich chaszczach. To było fascynujące, że można znaleźć coś tak niesamowitego w centrum. W momencie, w którym to zostanie zagospodarowane, magia zniknie. Ale siłą rzeczy, gdy przepadnie  jedna wartość, pojawi się inna. To się wiąże też z tym, że zmienia się nasze życie. Za 10 lat ludzie, którzy będą mieli 15 lat i przyjdą do nowego centrum, nie będą mieli pojęcia, co tam się znajdowało  wcześniej. Nie będą mieli świadomości tego, co stracili, będą się cieszyli tym co zyskali. Może być mi  smutno tylko w nostalgicznym sensie, ale tak się dzieje na świecie.

Jaki jest Twój pomysł na ten film?

– Chcę opowiedzieć o tym wydarzeniu, nazwijmy je architektonicznym, infrastrukturalnym, poprzez ludzi, którzy są w nie zaangażowani albo mieszkają obok. Bardziej chcę opowiadać o przemianie człowieka w czasie na tle architektury niż o samej konstrukcji. To co kręcę teraz, to są fundamenty. Gdy powstaje wielka budowla, to fundamenty są bardzo szerokie. Filmuję różne elementy, które pozornie nie mają ze sobą związku, ale już zaczynają się ze sobą łączyć. Jak będzie wyglądać ten film, okaże się za rok, dwa lata, gdy faktycznie zacznie się budowa i te postacie, z którymi mam kontakt, zaczną funkcjonować na jej tle. Mam pomysł na obserwowanie kogoś zaangażowanego bezpośrednio w budowę, osoby, dla której to będzie codzienność zawodowa, pochłonie część jego życia. Na razie takiej postaci nie mam. Nakręciłem 16 godzin materiału w tym roku, zmontowałem 25 minut, z których w filmie się znajdą może ze trzy. Robię rzeczy, które są bardziej medytacją niż kręceniem konkretnego filmu. Za 10 lat będę miał pewnie zmontowanych 6 godzin materiału. Co z nim zrobić? Serial? Umieścić w internecie? Nie wiemy, jaka będzie forma dystrybucji za 10 lat. Robię coś z myślą o formie dzisiejszej, a skończę to z myślą o formie, której jeszcze nie ma. To jest bardzo ciekawe, zwłaszcza, że sam będę wtedy kimś innym. Zarejestruję, jak zmieniają się ludzie i miejsca oraz jak się zmieniam ja.

To będzie coś więcej niż kronika projektu.

– Przemiana miasta jest pretekstem do ukazania upływu czasu. To jest najciekawsza rzecz, o jakiej można opowiadać w filmie dokumentalnym. Dokument to z założenia zapis czasu. Cokolwiek byś nakręcił, za 10 lat będzie miało wartość. Ktoś będzie chciał zobaczyć, jak ludzie się ubierali, jak mówili, kim byli.

A skąd nawiązanie do Romana Opałki i jego projektu rejestrującego upływ czasu „Opałka 1965/1 – ∞”, który stał się dziełem życia?

– Nie chodzi o to, żeby zrobić dzieło życia, tylko raczej o nawiązanie do tego, co robi Opałka, do czegoś, co jest nieskończone. Nie wiemy, kiedy się jego cykl skończy. Tytuł „Łódź 2009 – ∞” jest roboczy. Opałka mnie fascynował od dawna,  jego obrazy to takie ślady po nim, które zostawia w różnych miejscach świata. Wiemy, że ostatni obraz Opałki będzie własnością Muzeum Sztuki w Łodzi. Ale który to będzie obraz? Czy będzie jeszcze na nim coś widać? Nie wiemy. To się pokrywa z otwartą konstrukcją sytuacji, którą dokumentuję. Tytuł bardziej oznacza, że „nie wiem” niż że ma to być moje dzieło życia.

Jak wyobrażasz sobie przyszłość Łodzi, a tym samym zakończenie filmu?

– Marzę, by znaleźć bohatera, który ma dzisiaj 8 lat, i jak skończę kręcić ten film, będzie dorosły. Chciałbym opowiedzieć o jego przemianie z dziecka w dorosłego człowieka. Wierzę, że Łódź też przejdzie przemianę – z miasta na bocznym torze, w miasto, które jedzie torem głównym.

 

Osoby mieszkające w pobliżu EC1 zainteresowane udziałem w filmie reżyser prosi o kontakt. E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. lub tel. 0603 219 093.

Podziel się
 


EC1 DZIENNIK KOLEJOWY

KWIECIEŃ-MAJ 2010
NUMER 211



LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2009
NUMER 291