*/ ?>
KOLEJOWY.
  • Polish (Poland)
  • English (United Kingdom)
Radzę czytać Hrabala

Kiedyś książek się nie kupowało, je się zdobywało. Stało się w kolejkach, szukało na bazarach – mówi Jurek Owsiak. – Wasz pomysł jest super, te książki niosą w sobie cały ładunek czasu. I nabiorą rangi eksponatu.

EC1 Dziennik Kolejowy: Udało Ci się zbudować niezwykłą, niesamowicie rozpoznawalną markę opartą na społecznej misji. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to zjawisko w Polsce bez precedensu. My w Łodzi staramy się zbudować społeczny ruch wokół budowy Nowego Centrum Łodzi, wielkiego projektu zupełnie zmieniającego miasto. Chcielibyśmy skorzystać z Twojego doświadczenia i poprosić o kilka rad, jak rozkręcić Łódź na maksa. Od czego byś zaczął?

– Doświadczenie uczy, że gdy świat o nas mówi, to łatwiej zwrócić się do krajan. Jeżeli świat powie, że jesteśmy w czymś „the best”, to wtedy także mieszkańcy z okolic mówią: „O! Warto się temu przyjrzeć”. Łódź jest świetnie usytuowana, bo jest miastem ze środka. I niesamowicie się zmienia, a ma ku temu podstawy. Nikt nie chce zostawiać w Łodzi tego, co jest brzydkie, a jak pamiętam, takie miejsca wciąż są. Jeżeli mieszkańcy przyjmą, że pojęcie Łódź fabryczna, które jak podejrzewam skończyło się razem ze zmierzchem wielkich zakładów, można zamienić na Łódź nowoczesną, tętniącą życiem, to jest szansa na sukces. Ale trzeba ten pomysł promować na świecie, takie jest moje doświadczenie. Trzeba także pokazywać Łódź w miejscach, gdzie ludzie są chłonni tego, żeby poznawać nowe idee. Zapraszam na Przystanek Woodstock, gdzie pokazujemy takie miejsca, jak np. Muzeum im. Czartoryskich. Uczymy ludzi, jak oglądać muzeum, jak tworzyć muzeum, jak się czuć w muzeum. Nowoczesne muzea, takie jak Muzeum Powstania Warszawskiego, pokazały, że warto zrobić to zupełnie inaczej, niezgodnie z klasycznymi normami. Okazało się, że i bardzo młodzi ludzie, i bardzo dorośli ludzie przyjmują to muzeum jako coś niezwykłego. To miejsce gwarantuje duże przeżycia. Łódź potrzebuje bardzo dobrego, odważnego marketingu, który przyciągnie ludzi, a oni będą mieli tam co robić. Bo oprócz tego, że przyjeżdżają turyści oglądać rzeczy, które mają w katalogach i znają je, bo są wykreowane na świecie, to przyjeżdżają też, bo jest dobra atmosfera, są dobre restauracje i dużo fajnych miejsc, gdzie można usiąść. Tak pamiętam ulicę Piotrkowską z moich wypraw do Łodzi. Żyła do późna w nocy. Trzeba to podtrzymywać i rozwijać. Wszelkiego rodzaju burze mózgów i odważne pomysły wykreują ludzi i sytuacje. Oczywiście są potrzebne pieniądze i decyzje, już nie na szczeblu lokalnych władz, ale na szczeblu ogólnopolskim. Trzeba przekonać cały kraj, że warto, by w Łodzi miejsca, które są związane z historią, ożyły. Nie tylko filmowo, tak jak za sprawą filmu „Ziemia obiecana”, ale żeby żyły czymś bardzo nowoczesnym. Dobrym przykładem są lofty, czyli mieszkania pofabryczne, niezwykle popularne w każdej części Europy, gdzie tylko w centrum, czy blisko śródmieścia były wielkie zakłady. To jest oddanie ludziom inicjatywy i ludzie to super wykorzystują. Biznes polega na tym, że odradza się i pada, więc jeżeli pozwolimy ludziom otwierać i zamykać wszelkiego rodzaju miejsca, w których będą zapraszać na herbatę, kawę, piwo czy na pogawędkę, to warto dać im absolutnie wolną rękę. Trzeba mówić ludziom „przyjedź do nas i zrób w Łodzi biznes kulturalny”. Jeżeli chce przyjechać teatr i miasto mu pomoże udostępniając lokale, albo znajdując osoby, które lokal wyremontują, albo poprzez mniejsze podatki, to naprawdę możliwe jest ściągnięcie do miasta ludzi twórczych. Mówiąc abstrakcyjnie, gdyby pisarze za każdą wydaną książkę dostawali obniżenie wszystkich czynszów za mieszkanie, może by tam chcieli jechać. Artyści szukają dużych pracowni, miejsca, żeby tworzyć, ale często są spętani przez zwykłe formalności typu podatki. Być może warto ściągnąć ludzi zanim się będzie budowało mury, bo ludzie to miasto otworzą, ludzie się z tym miastem ożenią, ludzie tam będą chcieli być. Trzeba stworzyć obraz miasta przyjaznego, zapraszającego do siebie, bezproblemowego. Tego wam życzę, otwartości i odwagi.

Jeśli chodzi o Nowe Centrum Łodzi, my zaczęliśmy od projektu Biblioteki 5 in Lodz, by w ten sposób rozpropagować w świecie ideę Łodzi i zbudować unikalną bibliotekę książek, które zdecydowały o drogach życiowych ludzi zaproszonych do projektu. Z projektem biblioteki wiążą się jeansy EC1 – dziękujemy nimi za 5 książek dla 5 in Lodz, ubieramy też w nie ambasadorów Łodzi. Co o tym myślisz?

– O tych spodniach w ogóle nic nie wiedziałem. Gdybym wiedział wcześniej, to bym wam przysłał 10 książek, żeby dostać dwie pary. Dobrze, że trzymacie to na sam koniec, a najpierw musi być inicjatywa, żeby te książki wysłać. Wybór jest bardzo trudny, bo to są naprawdę książki od serca. Ja mam bardzo dużo książek, dużo czytam. Postanowiłem wysłać te, które nie są ostatnimi przeczytanymi książkami, ale te, które miały bardzo poważny wpływ na to, co robię dzisiaj. Kiedyś książek się nie kupowało, je się zdobywało. Stało się w kolejkach, szukało na jakichś targach, bazarach. Teraz te książki mogę kupić nawet w internecie z dowiezieniem do domu. Wasz pomysł jest super, tym bardziej, że te książki niosą w sobie cały ładunek czasu: okładka jest gdzieś naderwana, są ślady czytania, zaginania, pożółkłe kartki. I nagle z waszej opowieści słyszę, że nabiorą one rangi eksponatu. Eksponat ma wtedy wartość, kiedy jest ładnie oprawiony. Tak jest na przykład z pudełkiem od tych spodni, które jest bardzo piękne, designerskie i dzięki temu zawartość nabiera jeszcze większej wartości. Razem tworzy to całość, coś się tam dzieje. Książka wydrukowana świadczy tylko o pisarzu, ale czytana już mówi o człowieku, o jakiejś jego dłuższej, krótszej, ale konkretnej historii. Pomysł jest fajny, ponieważ wielokrotnie mnie pytano, czy mógłbym podać jakiś kanon lektur dla młodzieży. Odpowiadałem, że nigdy w życiu, bo przecież by mnie zabili, gdybym im kazał czytać książki, które ja lubię. Kazałbym im czytać Vonneguta, który jest dla mnie najśmieszniejszym pisarzem świata, czy Hellera, Hrabala, też bardzo śmiesznych. Ale wtedy ci autorzy zmieniliby się w coś obowiązkowego, przeklętego, znienawidzonego. Lepiej, gdy te książki się będzie oglądać jak wystawę. Podejrzewam, że niektóre z tych tytułów już wyszły z mody, np. książka Rollanda „Colas Breugnon”. Za moich czasów była to obowiązkowa lektura w moim towarzystwie. Teraz nie jest już tak popularna, ale może kogoś natchnie, żeby ją przeczytać. Gdy przekartkowywałem tę książkę, zastanawiałem się, czy gdybym dzisiaj do niej wrócił, to by mi się nadal podobała. Kiedy ją czytałem mając kilkanaście lat, zostawiła we mnie ślad, który odnajduję po dzień dzisiejszy. Ważne, żeby ludzie czytali książki, żeby w ogóle czytali, żeby uzbierali te 5 książek. Niestety, polskie społeczeństwo w tych sprawach się cofa. Gazeta, czytana nieuważnie, wystarcza za całą lekturę. Książki nie są chętnie czytane, zalegają na półkach w sklepach. Oczywiście są dobre i złe, i tak musi być. Oby książki w waszej bibliotece, nawet schowane pod szkłem, otworzyły tę drogę i zwróciły ludziom uwagę, że warto czytać.

Do kogo posłałbyś nas po zestawy 5 książek?

– Do swoich znajomych i przyjaciół. Polecam bardzo mojego przyjaciela Michała Lorenca, który tworzy muzykę filmową i jest człowiekiem niezwykle rozczochranym wewnętrznie różnymi dysputami o życiu. Dużo czyta i jestem ciekaw, co by zaproponował. Posłałbym was do jednego z najpiękniej piszących poetów polskich, czyli do Wojtka Waglewskiego. Rzadko szufladkujemy faceta, który pisze muzykę i śpiewa do swoich słów jako poetę. A wystarczy wziąć Wojtka Waglewskiego czy Adama Nowaka z Raz Dwa Trzy, który na szczęście wydał swój tomik wierszy. Uwielbiam ten jego tomik, ja do niego sobie po prostu nucę. Nie mam talentu do śpiewania, ale nucić każdy może, więc nucę i na pewno was bym do tego gościa posłał. Posłałbym was też do Michaela Langa, faceta, który stworzył Woodstock w 1969 r. On sam pisze książki i był naszym gościem na tegorocznym Przystanku Woodstock. 40 lat po tym pierwszym festiwalu zrobiliśmy specjalny, uroczysty koncert. Jestem ciekaw, co facet mógł czytać z literatury amerykańskiej, do której my mieliśmy dostęp bardzo ograniczony. Nie mówię o autorach takich jak Steinbeck czy Hemingway, ale np. Jack Kerouac. Jego powieść „W drodze”, podstawowa książka dla ludzi, którzy się obracali w kręgu hipisowskim, do nas przyszła bardzo późno. Jeżeli była wcześniej, to na pewno w bardzo małym nakładzie. Ja tę książkę, prawdziwy manifest beatników, ludzi, którzy kreowali w latach 50. – 60. zupełnie nową kulturę, przeczytałem jako dorosły człowiek. Co czytał Michael Lang? Czy czytał „Piotrusia Pana” czy Vonneguta? A może wręcz przeciwnie, może czytał Tołstoja? Na pewno bym posłał was w tę stronę, ale chętnie sam będę ludziom zadawał pytanie o 5 książek, na przykład naszym przyjaciołom z Akademii Sztuk Przepięknych na Przystanku Woodstock. To bardzo ciekawe, co by wybrali: Stasio Tym, Leszek Możdżer, Janusz Kochanowski – rzecznik praw obywatelskich. Albo Tadeusz Mazowiecki? Wiem, że macie już 5 książek od Lecha Wałęsy. Ale co by wybrała Kazia Szczuka, Monika Olejnik, Tomek Lis czy muzycy np. Kasia Nosowska z Hey. Jeżeli będę blisko tych ludzi, jeżeli powiedzą, że jeszcze do nich nie trafiliście, to bardzo chętnie im o tym projekcie opowiem. Ostatnio spotkałem Nigela Kennedy’ego, zapraszałem go na Przystanek Woodstock, zaproszenie przyjął. I w tym momencie bym wyjął z kieszeni angielską wersję waszego listu i powiedziałbym: to jest taka prośba, skontaktuj się z EC1 Fundacją Łódzką i wybierz swoje 5 książek.

A jeansy EC1? Będziesz je nosił? Chcemy zbudować wokół nich subkulturę, bo ten, kto zakłada jeansy EC1 – spodnie robocze – bierze się do roboty... Bo to legenda wolności i legenda włókienniczej, bawełnianej Łodzi w jednym...

– Pewnie, że będę nosił, bo ja jestem nosicielem ciuchów. Jeżeli mi się podobają, to je noszę aż do zdarcia. Nie jestem facetem, który reaguje na najnowszą modę – fashionerem, który, gdy coś jest modne, to od razu to ma. Jak się do czegoś przyzwyczaję, to noszę to bardzo długo. A te jeansy kojarzę z bardzo dawnymi czasami i oryginalnymi jeansami, które się kupowało w banku PKO. Kosztowały zazwyczaj 7 dolarów. Pierwsze 3 miesiące nosiliśmy spodnie, które były nijakie. Trzeba było udowodnić, że materiał się na pewno przeciera i że to jest kupione za dolary. Później się je prało, a jeszcze później się okazywało, że można w nich chodzić długo i że są to najbardziej klasyczne jeansy, jakie można dostać. Jeansy przeszły niesamowitą metamorfozę m.in. w modę paskudną, czyli tak zwane jeansy tureckie, w modę nijaką, czyli jeansy polskie – szariki, które udawały prawdziwe jeansy. Ale wyszły z oryginalnych jeansów, czyli dzieła naszego przyjaciela Bernarda Lichtensteina, który wymyślił spodnie Wranglera, absolutnie klasyczny krój. Przyszła moda na jeansy rozszerzane, później na rury, dalej na różne aplikacje, ozdóbki, które są według mnie obciachem. A ja przypominam wszystkim, że jeansy wynalezione zostały bardzo dawno, bo już chyba Levi Strauss wynalazł je jako spodnie absolutnie robocze. Ale w latach 50. James Dean pokazał jeansy jako zwykły ciuch. On co prawda grał chłopaka jakby ze wsi, ale nosząc jeansy, wprowadził je na salony. Lata 50. były wstępem, a już kilkadziesiąt lat wcześniej jeansy funkcjonowały jako stroje dla robotników, dla więźniów. Taka była po naszemu tzw. kufajka. Później pan Lichtenstein dotknął klasyki, już nie kombinował. A jeszcze później, pojawiły się jeansy takie, jakie kto chce, co jest naturalną rolą mody. Będę chodził w jeansach EC1 chociażby po to, żeby sprawdzić, czy ich jakość dorównuje jakości klasycznych spodni i największych marek, czy jest to tylko podróba, czy jest to idea godna EC1 Fundacji Łódzkiej. Czyli po prostu: czy nosi się je na dupie świetnie i długo.
Podziel się
 


EC1 DZIENNIK KOLEJOWY

KWIECIEŃ-MAJ 2010
NUMER 211



LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2009
NUMER 291