*/ ?>
KOLEJOWY.
  • Polish (Poland)
  • English (United Kingdom)
Z PERONU: Czy całe miasto może spóźnić się na pociąg?

Może. I co wtedy? Nic, zupełnie nic. Miasto zostanie tam, gdzie było. Jak sprawdzono w IV RP, budowanie samych peronów nie gwarantuje sukcesu. Miasta, wobec których wciąż mamy kompleksy, miasta historyczne, miały tuż za murami smoka. I  chcąc nie chcąc musiały jakoś z tym żyć. Czyli wysyłać dziewice, sprytnych szewczyków, niesprytnych rycerzy. Miasta w bajkach nie mogły po prostu ignorować tego, co było za murami.

Z racji późnego jak na miasto urodzenia, pod murami Łodzi sapie i dyszy nie smok, ale lokomotywa. Liczenie na to, że tak już zostanie na wiek wieków i zawsze, jak w bajce, będzie jakiś wehikuł, którym jak tylko przyjdzie nam ochota zabierzemy się w lepsze jutro, jest baśniową głupotą. Lokomotywa nie będzie stać pod murami Łodzi z sentymentu dla ulubionego miasta poety Juliana Tuwima. Tym bardziej, że „wagony już do niej podoczepiali”, a w dodatku niewidzialna ręka rynku wpuściła na tory lokomotywy z zagranicy, i za chwilę trzeba będzie się z nimi ścigać. Lokomotywie jest obojętne, przez jakie miasta przejeżdża. To miasto powinno tak sprytnie prowadzić politykę, aby krążących wokół niego lokomotyw było jak najwięcej.

Znaczna część projektu przebudowy otoczenia dworca Łódź Fabryczna zależy od PKP, które zdecydowały się na przebudowę dworca i konsekwentnie zabierają się za realizację projektu, traktując go jak każdy biznesowy projekt. Jeśli miasto i jego mieszkańcy pogrążą się w roztrząsaniu, co powinno, a co nie powinno być budowane, co ładniejsze, co ważniejsze, co potrzebniejsze, to PKP wybuduje dworzec, a miejsce wokół niego, jak zawsze, zabudują komercyjni deweloperzy. Nie musimy się za nich bać, że to się im w Łodzi nie opłaci. Powstanie kolejny „port” albo „złote tarasy”. A Łódź zanurzy się głębiej pod ciężarem takiego centrum. Beton zastygnie i wtedy będziemy mieli dużo czasu na dyskusje, protesty, strajki w obronie fałszywych alternatyw. Ile dokładnie? Trudno powiedzieć; poprzedni, nieco prowizoryczny dworzec, zaczęto budować w latach 70-tych XIX w. i do 2010 r. zdominował te kilkadziesiąt hektarów wokół. Nowy, supernowy dworzec też pewnie nie zestarzeje się szybciej niż za kilkadziesiąt lat, w drugiej połowie XXI w. To i owo, poświęcone podnoszeniu jakości życia i kulturze, a  nie wyłącznie generowaniu zysku, da się w centrum wybudować, ale niezbyt wiele. I to jest prawdziwa alternatywa: albo centrum Łodzi będzie całkowicie podporządkowane regułom biznesowym, albo uda się – teraz, zanim powstanie dworzec – wmontować w jego układ na tyle duże (niekoniecznie w fizycznym sensie) elementy, które z założenia nie będą nastawione wyłącznie na przynoszenia zysku właścicielom, a raczej korzyści użytkownikom.

Śledząc burzliwe wydarzenia ostatnich miesiecy można odnieść wrażenie, że w wielu oczach obszar tego projektu skurczył się tak bardzo, że trzeba wybierać: to albo to. To nietrafna alternatywa. W nowym centrum mogą się zmieścić i są mu potrzebne zarówno centrum festiwalowe, jak i Specjalna Strefa Sztuki. Nikt wszechwładny nie ustalił limitu wydatków na ten projekt, zmuszając biorących w nim udział do wyszarpywania sobie nawzajem przykrótkiego budżetu. Nadal można szukać zainteresowanych przystąpieniem do tego projektu i pracować nad powiększaniem jego budżetu. Nie musimy też natychmiast rezygnować ze wszystkich sporów. Jest czas, by wszyscy zdążyli wypowiedzieć (lub, jeśli wolą, wykrzyczeć) swoje zdanie. Wszyscy – to znaczy nie tylko zwolennicy centrum kongresowego i zwolennicy SSS. Za sprawą ostatnich protestów utrwalił się zabójczy dla całego projektu stereotyp, że jest w nim miejsce wyłącznie dla gigantów. Nieistniejące centrum festiwalowe zaczęło wymieniać ciosy z nieistniejącym SSS. Jeśli pozwolimy, będzie to coraz bardziej przypominało japoński film grozy „Godzilla kontra Gigan”. Centrum miasta szło w drzazgi, kiedy dwa monstra barowały się z sobą, ale co tam: ważne, że wymiana ciosów widowiskowa. Ci, którzy odjadą lokomotywą, z pewnością komuś z oddali będą kibicować. Jeśli uwierzymy, że taki film to nasza prawda, przypadnie nam rola maciupkich statystów biegających z krzykiem po kolejnych demolowanych ulicach. Zamiast biegać powinniśmy teraz planować własną obecność pomiędzy dworcem, SSS a centrum festiwalowym. Teraz jest czas, by światłe biznesowe organizacje i kluby ufundowały nagrodę za najlepszy pomysł na własny niewielki biznes ulokowany w  nowym centrum. Teraz klikając powinniśmy głosować, jakie najfajniejsze pomysły na miasto widziane gdzie indziej skopiować w Łodzi. Ostatecznie ustalać, jakie ma być te „kilkaset” imprez rocznie w centrum festiwalowym. O tym, jak bardzo opinia powszechna zaczyna odbiegać od tego, co do tej pory zostało narysowane na deskach projektantów świadczy to, że nawet zawodowo zajmujący się badaniem rozwoju miasta są przekonani, że nie będzie w nowym centrum zabudowy mieszkaniowej, podczas gdy ma ona zajmować ok. 60 proc. powierzchni. Muszą tam być knajpy, fryzjerzy, pralnie – wszystko, co Rob Krier nazwał „cerowaniem dywanu”, kiedy tłumaczył, jak rozumie rewitalizację centrum miasta. Mamy kilka miesięcy, może rok, ale jeśli zagapimy się na pojedynek nieistniejących tworów, to usłyszymy świst, gwizd i popatrzymy, jak „najpierw powoli, jak żółw ociężale” lokomotywa zacznie odjeżdżać z naszego życia. A pod jego koniec będziemy mieli okazję odpowiadać na to samo pytanie: jakim cudem Łódź w XXI w. wygląda jak żywcem przeniesiona z XIX? Decyzja o podjęciu działania powinna być poprzedzona uważnym sprawdzeniem miejsca, w którym chcemy coś robić. Dlatego „EC1 Dziennik Kolejowy” będzie publikował przekroje przez cały projekt. Przekrój pozwala zobaczyć, co kryje się w środku, w odróżnieniu od plakatu, który jest płaski i zazwyczaj uproszczony. Na przekroju jak na dłoni widać, co jest tylko fasadą, a co zaczyna nabierać cech realności. Będą to różne przekroje: od architektonicznych przez społeczne, emocjonalne po finansowe. Czekamy na podpowiedzi, co przekroić najpierw.

Wszyscy już wiedzą, że nowe centrum będzie kształtowane przez odniesienia do tradycji sztuki awangardowej. Bez trudu można sobie wyobrazić serię dowcipów o „awangardowym parkowaniu”, jaka zdominuje fora internetowe. Ale mało kto pamięta, że awangarda szukała możliwości, by uciec z getta sztuki. Była zafascynowana pokazywaniem sił kształtujących życie możliwie jak najdalej od tego, co „artystyczne”. Nawiązanie do awangardy nie ma polegać na podporządkowaniu centrum sztuce czy filmowi. To musiałoby się skończyć wyludnieniem centrum. Awangardowość ma polegać na naśladowaniu fascynacji życiem, której uległa pierwsza awangarda.

Krzysztof Cichoń

 

Podziel się
 


EC1 DZIENNIK KOLEJOWY

KWIECIEŃ-MAJ 2010
NUMER 211



LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2009
NUMER 291