*/ ?>
KOLEJOWY.
  • Polish (Poland)
  • English (United Kingdom)
ŁÓDŹ MIASTO IDEALNE

Dwa fascynujące projekty przekształcenia okolic dworca Łódź Fabryczna powstały tuż po pierwszej wojnie światowej. Punktem wyjścia był sporządzony przez Adolfa Goldberga „Schemat idealny nowoczesnego zakładania miast”, nawiązujący do wielowiekowej idei miasta idealnego. W biurze Goldberga zrodził się śmiały plan: cofnięcia linii kolejowej i dworca Fabrycznego o pięćset metrów w kierunku wschodnim. Na uwolnionym dzięki temu olbrzymim terenie miał powstać obszerny plac z wielkim gmachem nowego dworca, ratuszem, hotelami i całym szeregiem reprezentacyjnych budowli.

Będzie to opowieść o wizjach, uśmierconych z wielu powodów, których początek i koniec dokonał się w umysłach zacnych architektów, w ich fenomenalnych planach, projektach i szkicach. Historia utopii. Czy warto być architektem wizjonerem, gdy chęć naprawy świata przeistacza się w mglisty fantom?

Dwupoziomowy Mediolan

Kiedy Leonardo da Vinci przybył w 1482 r. do Mediolanu, oferując usługi księciu Lodovico Sforzy miasto – mimo że sławne, bogate i wielkie – estetycznie nie zachwycało. Mediolan „utkany” m. in. z surowej sławy warsztatów wytwarzających broń (pancerze ludzkie i zwierzęce, kopie, halabardy) i militarnej zabudowy funkcjonował jako twierdza, miasto-obóz warowny majaczący złowrogo na horyzoncie. Leonarda – estetę raziły tłumy nędzarzy tłoczących się na ulicach, góry rozkładających się nieczystości, ścieki, jakimi były ówczesne ulice, resztki jedzenia wyrzucane przez okna. Czy to co przeszkadzało Leonardowi, nie szkodziło innym? Jak podkreśla K. Ashenburg w znakomitej „Historii brudu” pod koniec XV w. łaźnie zaczynają być postrzegane jako niebezpieczne przybytki. O ile początkowo należały do miejsc przyjemnych, odwiedzanych nie tylko w celach higienicznych, ale szeroko rozumianych celach towarzyskich, ze schyłkiem wieków średnich przeistaczają się w jeden z obszarów wywołujących zarazę. Część ówczesnych uczonych doszła do wniosku, że gorąca woda rozpulchnia ciało, co sprzyja otwieraniu się porów, przez które „trujące powietrze” może łatwo przeniknąć do organizmu! Według K. Ashenburga obawa przed wodą spowodowała niechęć do kąpieli, a w konsekwencji wpłynęła na zaakceptowanie brudu, który starano się zniwelować noszeniem bielizny – białych koszul ostentacyjnie wystających spod stroju wierzchniego oraz miłością do pachnideł.

Kiedy w latach 1484-1486 roku wybucha w Mediolanie zaraza, a przerażony Lodovico opuścił miasto by nie ulec chorobie, Leonardo uznał, że nadszedł najlepszy moment, by przedstawić księciu jedną ze swoich wizji – wizję nowego miasta, plany przeobrażenia Mediolanu. Nowe miasto miało być wolne od zarazy, śmierci i brzydoty dzięki kilku istotnym innowacjom. Po pierwsze należało zrezygnować z miasta molocha i stworzyć mniejsze ośrodki z maksimum 30 tysiącami mieszkańców, bo jedynie wówczas „będzie można rozmieścić masę ludności, która żyje stłoczona razem na podobieństwo stada kóz napełniając powietrze smrodem i rozsiewając zarazki chorób i śmierci”. Miasta miały być zakładane nad rzeką czy morzem, by systemy kanalizacyjne z pomocą wody usuwały nieczystości, przenosząc je dalej, poza mury miejskie, aż do zbiorników wodnych. Leonardo postulował też budowanie miejskich ustępów publicznych i zlikwidowanie okropnego smrodu, czemu miały służyć niezwykłe kaptury nakładane na kominy niwelujące cuchnące chmury dymu. Miały to być miasta dwupoziomowe, z dołem przeznaczonym dla robotników, służących i innych maluczkich, górny poziom został zarezerwowany dla arystokracji i elit. Leonardo pisał: „żadnym pojazdom nie będzie wolno wjeżdżać na ulice górne, będą one przeznaczone tylko dla szlachetnie urodzonych. Zaś dolnymi ulicami odbywać się będzie ruch wozów i taczek i wszystkiego, co używa ludność. Domy powinny stać tyłem do siebie, między nimi głębiej położone ulice. Przez wejścia [domów] dostarczać się będzie zapasy takie, jak drewno, wino, itp. Dzięki podziemnym przejściom usunie się ustępy, stajnie i inne smrodliwe miejsca. Odległość między dwoma łukami arkady ma wynosić 300 łokci, to znaczy do każdego przejścia dochodziłoby światło ze szczelin z górnych ulic. Przy każdym łuku [arkady] umieści się kręte schody, w dodatku okrągłe, gdyż w rogach schodów kwadratowych często załatwia się naturalne potrzeby. Na pierwszym zakręcie umieści się drzwi prowadzące do ubikacji i ustępów publicznych: schodami tymi można przejść z górnej ulicy na dolną”. Nowe miasta miały być jasne, czyste, pełne słońca...

Architektoniczna wizyjność Leonarda była wizyjnością iście uzdrowicielską. Artysta, pisząc memoriał przy okazji konkursu na budowę katedry w Mediolanie, porównywał architektów do lekarzy, bo lekarz musi znać naturę człowieka, by go wyleczyć, architekt zaś tak jak lekarz musi znać naturę budowli, prawa nią rządzące oraz przyczyny, dzięki którym bryła stoi i ma trwać!

Niestety pilna potrzeba uzdrowienia Mediolanu – miasta brudu i nieczystości – spełzła na niczym... Książę Lodovico miał inne problemy, a wierząc w przestrogi astrologów, jakoby zaraza mogła go dopaść nie z powodu brudu i trujących wyziewów wiszących nad miastem, ale w wyniku nadmiernego spożywania ostryg, stawiając na wstrzemięźliwość w jedzeniu, z radością przyjął wieści o mijającej epidemii i o temacie przebudowy miasta nie chciał już słyszeć. Leonardo musiał swoje dalekosiężne pragnienia skurczyć (o zgrozo!) do wdrożenia prób likwidacji nieprzyjemnego zapachu w stajniach i ustępach...
 













Na planie gwiaździstym


Trzeba pamiętać, że nieudany przewrót rewolucyjny, którego chciał dokonać Leonardo proponując Mediolanowi, ale też całemu światu, nową jakość architektury miejskiej, nie dotyczył tylko jego planów i projektów. Warto przypomnieć Antonia di Pietro Averlino zwanego Filarete (1400-1469), wielkiego rzeźbiarza i architekta, który jako pierwszy w swoim „Trattato d'architettura” (1461-1464) zaproponował projekt idealnego miasta założonego na planie gwiaździstym, miasta skonstruowanego z elementów wprowadzających w życie człowieka harmonię, ład, wygodę, czystość i oczywistą jasność przesłania. I tak jak w przypadku relacji Leonarda z Lodovico Sforzą (Moro), także Filarete pozostaje samotny ze swoimi marzeniami, których nie mógł ziścić Francesco Sforza... Czyżby klątwa Mediolanu? Czy istnieją miasta przeklęte, w których podjęcie architektonicznego wysiłku zbawczego skazane jest zawsze na klęskę? I czy klęska musi zawsze wynikać z braku wyobraźni władców/rady miejskiej, czy z braku funduszy?

Kolejne stulecia przyniosły wizje urbanistyczne i architektoniczne oraz mniej lub bardziej udane próby ich realizacji, m.in. Zamość ukształtowany na wzór planów idealnych pod koniec XVI w. Rozmachem i wręcz fantastycznymi formami zaskakują też plany idealnego miasta wokół salin Chaux w Arc-et-Senans architekta Claude’a Nicolasa Ledoux z końca XVIII w. (klasycyzm lubował się w osiowych, czy też gwiaździstych kompozycjach urbanistycznych).

Staszic i Rembieliński

Z dążeń o podobnej jakości wyrosła Łódź, osada przemysłowa wymyślona przez Stanisława Staszica i Rajmunda Rembielińskiego, założona na wzór miast idealnych w 1823 r. Taki właśnie kształt miała pierwsza z założonych osad – Nowe Miasto, jego centrum wyznaczał ośmioboczny plac (obecnie Plac Wolności) otoczony kwadratem ulic: Wschodnią-Południową (obecnie Rewolucji 1905 r.) i Zachodnią-Północną, tworzących idealnie osiowy układ. Układ ten zakłócała jedynie prostokątna przestrzeń ogrodów wzdłuż biegnącej na osi wschód-zachód ul. Średniej (obecnie Pomorska). Także kolejna część przemysłowej Łodzi, powstała w latach 1824-28 osada Łódka, miała wiele z idealnych koncepcji klasycyzmu – na długą oś ulicy Piotrkowskiej, biegnącej na linii północ-południe, zostały nanizane poprzeczne ulice i kwartały podzielone na regularne wąskie działki. W ten sposób stworzono racjonalny, przemyślany układ. Niestety, nie znamy autora tego projektu. Ważną rolę w ukształtowaniu łódzkich osad przemysłowych odegrali Rajmund Rembieliński, ówczesny prezes Komisji Województwa Mazowieckiego (odpowiednik dzisiejszego wojewody), geometra Filip de Viebig oraz Jan Leśniewski.

Format ulic rozplanowanych w latach 20. XIX w. rozwijał się pomyślnie przez kolejnych kilkadziesiąt lat, mimo chwilowych zastojów związanych z gospodarczymi kryzysami. Ulice wypełniały się domami tkaczy, na ich zapleczach zakładano ogrody, a wzdłuż Jasienia wyrosły duże gmachy przemysłowe, z których na pierwszy plan wysunęła się fabryka Ludwika Geyera. Sytuacja zmieniła się radykalnie od lat 60. XIX w., kiedy w ramach represji po Powstaniu Styczniowym zlikwidowano polską administrację zastąpioną przez urzędy carskie. Wtedy miasto, zarządzane do tej pory racjonalnie, weszło w fazę dynamicznego, lecz jednocześnie niekontrolowanego, chaotycznego, nieposkromionego rozwoju. Śródmiejskie kwartały poczęła wypełniać gęsta zabudowa, zbyt wąskie, nie poszerzone na czas ulice stały się nadmiernie tłoczne. Budynki przemysłowe poczęły „wdzierać się” pomiędzy domy mieszkalne, tym samym nastąpiło niezwykle niekorzystne wymieszanie zabudowy mieszkalnej i przemysłowej. Łódzkie rzeczki zamieniły się w ścieki, liczba ludności na przełomie stuleci gwałtownie rosła, a w mieście zaczynał być odczuwalny brak wszystkiego – szpitali, szkół, kościołów, dobrze wybrukowanych ulic, sieci wodno-kanalizacyjnych. Stan miasta zupełnie nie interesował rosyjskich zaborców, którzy troszczyli się jedynie o ściąganie podatków od łódzkich fabrykantów. Dzięki temu z podupadłej Łodzi płynęły duże sumy m.in. na rozbudowę innego miasta – Sankt Petersburga. Oczywiście ten czas nie był czasem absolutnego upadku czy zastoju, dzięki inicjatywie obywateli miasta oraz przedsiębiorczości i hojności łódzkich fabrykantów: Scheiblerów, Poznańskich, Geyerów, Grohmanów, Silbersteinów i wielu innych powstawały szkoły, szpitale, kościoły, linie tramwajowe i kolejowe. Również najważniejsze ówczesne przedsięwzięcia urbanistyczne stanowiły wynik prywatnej inicjatywy – dzięki pomysłowi prywatnych właścicieli wytyczono szeroką aleję, ulicę Spacerową (obecnie al. Kościuszki), mającą przeistoczyć się w reprezentacyjny deptak. Z kolei fabrykant Ludwik Meyer wytyczył prywatną ulicę pomiędzy Piotrkowską a Dziką (obecnie Sienkiewicza), zabudowując ją willami i tworząc jeden z najbardziej eleganckich fragmentów miasta.

Próby uzdrowienia

Nawet najbardziej entuzjastyczne prywatne usiłowania odmiany otoczenia nie były w stanie radykalnie zmienić skrajnie niekorzystnego stanu zabudowy i fatalnej sytuacji sanitarno zdrowotnej. Trzeba pamiętać, że u progu I wojny światowej licząca pół miliona mieszkańców Łódź należała do miast europejskich o najgorszym stanie zdrowia mieszkańców i największej śmiertelności. Układ urbanistyczny miasta był niewydolny, brakowało reprezentacyjnych placów, gmachów użyteczności publicznej, zieleni w centrum. Zatrwożeni stanem miasta Niemcy, którzy zajęli Łódź na początku I wojny światowej, przystąpili pospiesznie do opracowania planu uzdrowienia miasta pod względem urbanistycznym. Ściągnięto z samego Hamburga specjalistę – „uzdrowiciela” dra Christophera Rancka, który w 1917 r. przygotował plan urbanistycznego uleczenia Łodzi. Zakładał on poszerzenie dróg wyjazdowych, przebicie osi wschód-zachód na linii ulic Głównej i św. Anny (plan zrealizowany ok. 1970 r. – al. Mickiewicza i al. Piłsudskiego), stworzenie nowych placów i wprowadzenie większej ilości zieleni do centrum. Christopher Ranck sprowadził do pomocy Adolfa Goldberga – łodzianina, który po ukończeniu studiów architektonicznych w Monachium pozostał tam zatrudniając się w urzędzie budowlanym jako urbanista. Adolf Goldberg przybył do Łodzi i aktywnie, z zapałem włączył się w pracę w Oddziale Zabudowy Miasta. Wraz z końcem wojny, gdy Christopher Ranck powrócił do Hamburga, Adolf Goldberg objął kierownictwo prac kontynuujących opracowania powstałe podczas wojny.

Wizja nowej dzielnicy

W 1919 r., już w okresie Polski niepodległej, w kierowanym przez Adolfa Goldberga Oddziale Zabudowy Miasta powstały niezwykłe, fenomenalne plany stworzenia nowego centrum Łodzi – plany prawdziwie wizjonerskie, przywołujące renesansowy dyskurs o architekturze (plany te w formie dużych plansz są przechowywane w Muzeum Historii Miasta). Punktem wyjścia rodzącej się idei był sporządzony przez Adolfa Goldberga „Schemat idealny nowoczesnego zakładania miast”, nawiązujący do wielowiekowej idei miasta idealnego, zakładający czytelne rozdzielenie funkcji oraz przejrzysty, klarowny i racjonalny układ komunikacyjny.

Spośród powstałych wówczas planów fascynujące są dwa alternatywne projekty przekształcenia okolic dworca Łódź Fabryczna. Jedną z głównych bolączek miasta był brak reprezentacyjnego centrum z gmachami użyteczności publicznej, zresztą na takie centrum w istniejącej już tkance brakowało miejsca (wytyczony w  okresie powstawania przemysłowej Łodzi Nowy Rynek – Plac Wolności – nie mógł spełniać takiej funkcji). W biurze Adolfa Goldberga zrodził się śmiały plan: cofnięcia linii kolejowej i dworca Fabrycznego o 500 metrów w kierunku wschodnim. Na uwolnionym dzięki temu olbrzymim terenie miał powstać obszerny plac z wielkim gmachem nowego dworca, ratuszem, hotelami i całym szeregiem reprezentacyjnych budowli. Wspaniale prezentuje się plansza sporządzona wg propozycji współpracującego z Adolfem Goldbergiem inżyniera Edwarda Szenfelda, absolwenta Politechniki Ryskiej, który przybył do Łodzi z Wilna. Odnajdujemy tam imponującą, barwną wizję nowej dzielnicy obejmującej plac przed dworcem, połączony bezpośrednio poprzez ul. Targową z Rynkiem Targowym (Plac Dąbrowskiego) oraz otaczające ulice (według dzisiejszych nazw): Narutowicza, Uniwersytecką, Jaracza, otoczenie Parku Staszica, zabudowane rzędami okazałych kamienic z widocznym budynkiem Szkoły Zgromadzenia Kupców. Nowe centrum Łodzi miało zyskać wymiar europejski, nawiązujący do nowych dzielnic miast niemieckich, austro węgierskich czy też francuskich.

Powstała jeszcze propozycja alternatywna, opracowana bardziej szczegółowo. Pojawiła się w niej myśl poprowadzenia linii kolejowej na osi północ-południe, biegnącej wykopami pod obecnymi ulicami Narutowicza, Jaracza w kierunku północnym i Tuwima, Nawrot w stronę południową. Na planie nie została uwidoczniona linia biegnąca z Koluszek – czy miała zostać całkowicie zlikwidowana? Na tym właśnie projekcie zamieszczono pomysł nowej bryły wielkiego dworca i poprzedzającego go placu „porosłego” reprezentacyjnymi obiektami. Między placem a ul. Kilińskiego proponowano usytuowanie wielkiego, dominującego ratusza zwieńczonego wieżą, z fasadą zwróconą w stronę Parku Kolejowego (im. Moniuszki).

Biorąc pod uwagę nie tylko sytuację miasta, zrujnowanego wieloletnią wojną i rabunkową polityką, ale też położenie kraju dopiero co odrodzonego po latach niewoli, łódzcy architekci i urbaniści okazali się odważnymi wizjonerami. Zdawali sobie sprawę, że nie ma szans na wcielenie w życie tak śmiałych propozycji – utopijnych w ówczesnych warunkach, ale tworząc fantastyczne, idealistyczne, „futurystyczne” projekty zadawali pytania o sens architektury, o jej kształt, jakość, zadawali wreszcie pytania o sens bycia architektem.

Po dziewięćdziesięciu latach, w zupełnie odmiennej sytuacji historycznej i ekonomicznej, ten rodzaj wizyjności odżywa na nowo. Plan Nowego Centrum Łodzi, którego realizacja wkrótce się rozpocznie, niespodziewanie staje się powtórzeniem pomysłów z 1919 r., tyle tylko, że z dworcem kolejowym i dochodzącą do niego linią kolejową schowanymi pod ziemię. Na uwolnionym olbrzymim terenie ma powstać nowa reprezentacyjna zabudowa, z muzeum sztuki, biurowcami i hotelami, skomunikowana bezpośrednio z Placem Dąbrowskiego, ulicami Narutowicza i Uniwersytecką. Śmiałe wizje w zadziwiający sposób przetrwały. Obecna sytuacja rodzi nadzieję, że tym razem Łódź zyska wreszcie nowe oblicze, utopia ma szansę zamienić się w wizję, a wizja w rzeczywistość. 

 Wspomniany wcześniej architekt wizjoner Filarete głosił, że potężne koszty, które zostaną poniesione w imię wielkiej przebudowy miast, nigdy nie są kosztami straconymi, zaprzepaszczonymi, pisał; „wielkoduszni i potężni książęta, jak również republiki, nie powinni powstrzymywać się od wznoszenia wielkich i pięknych budowli ze względu na koszty. Żaden kraj nigdy jeszcze nie zbiedniał ani też nigdy nie umarł z racji wznoszenia budynków (...). Wreszcie kiedy wielka budowla jest ukończona, w kraju nie przybywa ani też nie ubywa od tego pieniędzy, budynek natomiast pozostaje w państwie czy mieście wraz ze sławą i zaszczytem”.

JOWITA JAGLA

Za pomoc w przygotowaniu teksu
składam podziękowania
prof. Krzysztofowi Stefańskiemu,
Kierownikowi Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego

Podziel się
 


EC1 DZIENNIK KOLEJOWY

KWIECIEŃ-MAJ 2010
NUMER 211



LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2009
NUMER 291