*/ ?>
KOLEJOWY.
  • Polish (Poland)
  • English (United Kingdom)
Po co budować nową Łódź?

13 marca w Bielniku Kopischa przez trzy godziny dyskutowano o projekcie przebudowy Łodzi w rejonie dworca Łódź Fabryczna i elektrociepłowni EC1

Na zaproszenie „EC1 Dziennika Kolejowego” w debacie wzięli udział:
- Jacek Saryusz-Wolski, poseł do Parlamentu Europejskiego
- Sylwester Pawłowski, poseł na Sejm
- Elżbieta Hibner, członek Zarządu Województwa Łódzkiego
- Marcin Bugajski, wiceprezydent Łodzi
- Paweł Olczyk, członek zarządu PKP S.A.
- Alina Giedryś, członek zarządu PKP PLK S.A.
- prof. Krzysztof Stefański z Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego
- Krzysztof Apostolidis, biznesmen
- Marek Cieślak, prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej
- prof. Marek Janiak z Instytut Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej
- dr Krzysztof Cichoń z Katedry Historii Sztuki UŁ
- prof. Włodzimierz Nykiel, rektor Uniwersytetu Łódzkiego
-Przemysław Andrzejak – Uniwersytet Medyczny
- prof. Stanisław Bielecki, rektor Politechniki Łódzkiej
- Andrzej Walczak, EC1 Fundacja Łódzka, pełnomocnik prezydenta Łodzi. ds. Specjalnej Strefy Sztuki

Jacek Grudzień: Proszę państwa, ta debatą o przyszłości 90 hektarów w centrum Łodzi, nadrabiamy zaległości. Z radością przyjąłem zaproszenie do jej poprowadzenia. Takiej debaty, z tyloma znakomitymi gośćmi i z taką publicznością, złożoną z ludzi, dla których Łódź jest ważna, jeszcze nie było. Będziemy rozmawiać o tym, jak Łódź się zmieni.

Andrzej Walczak: „Po co budować nową Łódź?”. 11 grudnia w ogólnopolskiej gazecie pojawił się duży artykuł pod takim tytułem. Od lat Łodzi towarzyszy czarny P.R., cokolwiek się mówi o Łodzi, to się mówi źle. Na ten artykuł nie odpowiedział ani urzędujący wtedy prezydent, ani architekt miasta. To ciekawe, że wezwani do tablicy, nie umiemy sobie odpowiedzieć na tak ważne pytanie. Dziś stawiamy je sobie i mamy nadzieję, że zmusi nas ono do rozmowy. Bo idea nowej Łodzi jest oparta na rozmowie i spotykaniu się. Wtedy rodzą się pomysły. Nie chodzi o to, żebyśmy mówili jednym językiem. Powstaje coś niezwykłego, ten wielki projekt to jest szansa, która zdarzy się nam następnym razem za 150 lat. Musimy  rozmawiać na ten temat, żeby nie zmarnować szansy. Chciałbym wyjaśnić zasadniczą rzecz: Łódź ma tylko jedno centrum: to jest ulica Piotrkowska na skrzyżowaniu z al. Piłsudskiego. Mam nadzieję, że pan prezydent pozwoli nazywać aleję Piłsudskiego przez kilka godzin ulicą Główną, żebyśmy sobie przypomnieli, że tak było. Bardzo dużo rozmawiałem na temat niefortunności nazwy Nowe Centrum Łodzi. Ona została zapisana w sierpniu 2007 roku w uchwale Rady Miejskiej jako Nowe Centrum w Łodzi. „W” oczywiście wypadło, zostało Nowe Centrum Łodzi. To niezręczne. Chciałbym państwa namówić, żebyśmy odstąpili od tej nazwy. Miejsce między EC1 a dworcem nazywamy Kobro City, na cześć Katarzyny Kobro, bo od pomysłu Rynku Kobro się wszystko zaczęło.

Jacek Grudzień: Po co budować nową Łódź, panie prezydencie?

Marcin Bugajski: Pytanie trudne i proste zarazem, odpowiedź będzie oczywista. Łódź potrzebuje nowej szansy rozwojowej, nowego impulsu, aby wreszcie zajęła godne miejsce wśród metropolii polskich i europejskich. Nowe Centrum Łodzi to jest tak naprawdę opis. Nazwa Kobro City bardzo odpowiada. To jest coś, co daje Łodzi cywilizacyjną szansę. W szczególności dworzec kolejowy i kolej dużych prędkości, ale także, o czym się nie mówi, a co jest powiązane, połączenie transportowe Łodzi z resztą kraju, ring autostradowy. To wszystko razem - z Kobro City - spowoduje, że Łódź przestanie być sypialnią Warszawy i stanie się miastem, które będzie mogło z Warszawą spokojnie konkurować. Ale nie mówmy tego na razie warszawiakom.

Jacek Grudzień:
Myślę, że warto skierować oczy w stronę przedstawicieli PKP, bo wy już inwestujecie, tutaj decyzje już zapadły...

Alina Giedryś: Łódź leży w centrum geograficznym kraju na skrzyżowaniu historycznych dróg północ-południe i wschód-zachód. Wreszcie pora, żeby mogła zdyskontować położenie. Temu służą wszystkie działania w ostatnich latach. Ukoronowaniem będzie nowa stacja, na której będą się zatrzymywać pociągi dużych prędkości w centrum Łodzi. To da rzeczywisty, naturalny impuls, oparty na dzisiejszej grze rynkowej, a nie politycznych decyzjach, by tutaj wybudowało się nowe centrum. Trzeba stworzyć warunki, żeby tak się mogło stać, a potem wszystko się potoczy samoistnie. Tak się dzieje we wszystkich państwach, które zdecydowały się na budowę kolei dużych prędkości. 300 km/h i więcej to jest standard, który ożywia wszystkie państwa, które się na to zdecydowały w Europie, Afryce, Azji. Nie buduje się już inaczej. Jest naszym obowiązkiem dołączyć do państw, które w ten sposób działają, myślą i tworzą. Jako Kolej jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby została zbudowana,  szybko, sprawnie i według najwyższych standardów, nowa stacja, która łączy wszystkie funkcje. Po pierwsze węzła mulitmodalnego, czyli funkcje komunikacji miejskiej z komunikacją regionalną, komunikacją międzyregionalną i komunikacją, która będzie prowadzona przez kolej dużych prędkości - czyli komunikacją międzynarodową. Pierwszy element, który jest w planie całego zamysłu urbanistycznego, to dworzec Łódź Fabryczna. Przetarg jest w toku, rozstrzygnięcie przetargu jesienią, pierwsze łopaty wiosną. Koniec tej inwestycji to 2014 rok.

Paweł Olczyk: Pytanie „dlaczego nowa Łódź?”. Żeby nie być skansenem. Łódź była miastem o określonym profilu produkcyjnym. To już nie wróci. Trzeba zamienić miasto w miejsce przemysłu intelektualnego. Miasto musi się rozwijać. Każde duże miasto ma centrum biznesowe, centrum kulturalne, które wyznacza jego miejsce w świecie. A pytanie, co będzie nad nowym dworcem? Tak to jest projektowane, że oczywiście nie będzie  pustej przestrzeni, zostanie przeznaczona pod komercyjne zagospodarowanie. Liczymy, że znajdzie się tam hotel, będą usługi i biura. W tym kierunku pracujemy, kończą się prace, a z końcem kwietnia będziemy mieli przygotowane wszystkie dane do memorandum, żeby zacząć szukać inwestorów na to, co będzie na górze.

Elżbieta Hibner: Będę mówić nie jako przedstawiciel regionu, tylko jako rodowita łodzianka z trzeciego pokolenia. Myślę, że Łódź stoi przed szansą dokonania wielkiego skoku rozwojowego, którego doświadczyła bodaj trzy razy w swojej historii, a przypomnijmy nie-łodzianom, że została założona aktem 1423 roku przez Władysława Jagiełłę. Nie rozmawiajmy więc o kompleksach europejskich, światowych czy o skansenie. Rozmawiajmy o genius loci. Nie przypadkiem przemysł rozwijał się w tym miejscu najdynamiczniej w świecie. Ja jestem szczęśliwa, że mamy Kobro City, a nie nową Łódź, bardzo nie lubiłam mówić o nowej Łodzi. Może być nowy projekt w starej Łodzi. I tak bym chciała mówić, bo taki projekt nie mógłby powstać w polu ani na pustym skrzyżowaniu autostrad. Taki projekt mógł powstać w miejscu, w którym genius loci występuje i w którym jest wyczuwalne. Nie bez powodu tu rozwijała się awangarda sztuki współczesnej. Przez 20 lat odrodzonego samorządu zrobiliśmy sporo małych kroczków i skoków do przodu. Wszyscy widzą, że Łódź się zmienia. Teraz mamy przed sobą ogromną szansę dokonania wielkiego, niewątpliwie  historycznego skoku rozwojowego. Warto zauważyć, że w odróżnieniu od Krakowa, Gdańska czy Wrocławia, Łódź jest kobietą i bardzo dobrze, że ten skok rozwojowy będzie się kojarzył z Kobro City. Może lepsza byłaby  polska wersja. „City” jest na pewno na eksport. Ale dla nas, łodzian właściwsza będzie bardziej przyjazna nazwa. Czy to  Miasto Kobro, czy Centrum Kobro, to wszystko jedno.

Sylwester Pawłowski:
Na pytanie „dlaczego budować Nowe Centrum Łodzi”, odpowiedź jest w moim przekonaniu jedna i jedyna: dlatego, że Łódź i łodzianie na to zasługują. Nawiązując do wypowiedzi pani marszałek, chcę powiedzieć, że tak naprawdę Łódź miała do tej pory dwie szanse w historii. Teraz jest dla łodzian trzecia szansa. A szansa dlatego, że łodzianie i ich reprezentanci w różnych środowiskach zawodowych,  politycznych, społecznych, zaczynają nadawać na tej samej częstotliwości. Dostrzegają olbrzymi potencjał tkwiący historycznie w tym mieście, olbrzymi potencjał we współczesnych pokoleniach i olbrzymie pragnienie łodzian, by stać się wiodącym ośrodkiem naukowym, kulturalnym, gospodarczym w kraju. Bliskość Łodzi wobec Warszawy była do tej pory barierą rozwojową dla naszego miasta. Dzisiaj, w świecie zmian technologicznych i komunikacyjnych, to zaleta. Kiedyś uśmiech na twarzy wywoływało duopolis Łódź-Warszawa. Teraz okazuje się, że z Warszawą będziemy najlepiej skomunikowani, a w ślad za stolicą dojdzie jeszcze Poznań i dojdzie Wrocław. Stąd potrzeba, by zagospodarować przestrzeń w Łodzi, architektonicznie  odzwierciedlenie XIX wieku. Dziś miasto wymaga nowego zagospodarowania. Zdaniem fachowców w dziedzinie architektury należy tą wartość miasta zachować, co skutkuje potrzebą rewitalizacji EC1 i terenów przyległych. Środowisko łódzkich architektów z pieczołowitością odnosi się do spuścizny dziejowej. I jeszcze ostatnia rzecz, bardzo istotna. To odwaga tych, którzy pomimo wszelkich prób oporu zdecydowali się przedmiot naszych dzisiejszych rozważań wyartykułować i poddać nie tylko naszej lokalnej, ale ogólnokrajowej dyskusji. Jestem święcie przekonany, że spierając się o szczegóły wyjdziemy - nie tylko z tej sali, ale i z wielu podobnych spotkań - z przekonaniem, że idziemy we właściwym kierunku. Ja jestem pełen uznania dla dotychczasowych działań i chciałbym w miarę moich możliwości włączyć się w to wielkie przedsięwzięcie. A pracy nie będzie brakowało dla każdego z nas.

Jacek Saryusz-Wolski: Mnie w tej koncepcji urzeka śmiałość. Nikt nie kwestionuje dzisiejszej Łodzi, którą trzeba zachować. Ja kocham ten skansen, bo jestem stąd. Pomysł nowej Łodzi to jest nawiązanie do historii, taki pomysł mógł powstać tylko w Łodzi, bo to jest mit założycielski ex nihil nihil. Pana, panie Andrzeju. Jako łodzianina strasznie mnie bulwersuje, gdy koncepcja wielkiej Łodzi, nowej Łodzi zderza się z koncepcją małej Łodzi, żeby nie powiedzieć małostkowej, na którą ja się nie godzę. To kwestia więcej niż dziewięćdziesięciu hektarów. Tu chodzi o budowę nowej Łodzi, która będzie tym, czym dotąd i pojawi się wartość dodana. Ja bym to nazwał programem modernizacji konserwatywnej miasta. Po co? Bo coś, co się nie rozwija, umiera. Musi powstawać nowa tkanka miasta. Potrzebne nam jest łódzkie, panie rektorze Bielecki, Silicon MIT, potrzebny jest, panie rektorze Nykiel, łódzki Harvard. I parę jeszcze innych przedsięwzięć. Ja sobie zapisałem, co ktoś powiedział: przemysł intelektualny to jest przyszłość jutra. Debatujemy w Parlamencie Europejskim o globalnej gospodarce w Europie, która ma podobny problem, boi się, że w globalnym świecie zniknie, zaniknie, nie nadąży. Tylko odważni, z wizją, odnajdą się na mapie. Dlatego nam jest potrzebna ta Łódź silikonowa, Łódź z przemysłem intelektualnym i Łódź europejska. Łódź europejska w tym duchu, jak ulica Parlamentarna prezentowana w Brukseli. Chodzi o to, żebyśmy w Łodzi, która kiedyś była otwarta na Eurazję, czerpała soki i technologie z Europy Zachodniej, dzisiaj mieli takie ambicje, które trochę sięgają od Atlantyku do Pacyfiku. Do Atlantyku bardzo prosto, bo jesteśmy w Unii, nie ma żadnej granicy. Możemy prosto jechać do Lizbony. I na wschód, bo Łódź jest bardziej mentalnie przygotowana do podboju tamtych przestrzeni. A przed tym wyzwaniem stoi dzisiaj Europa. Na pewno w perspektywie kilkudziesięciu lat Europa się rozszerzy na Eurazję, jeżeli się uda transformacja Rosji. A przecież łodzianie byli tam, jeździli i handlowali  Nawiasem mówiąc, ponieważ wywołano mnie do tablicy jako brukselczyka, spieszcie się, bo pieniądze brukselskie się skończą. To jest unikalna szansa, żeby 50 procent jeśli nie więcej takich śmiałych pomysłów realizować za pieniądze unijne. I wreszcie: dlaczego kultura? Łódź trzeba nie zbudować od nowa, ale nadbudować. Ja się zgadzam z tą trzecią szansą, o której pan mówił, panie pośle. Każda generacja musi coś dodać. Przez 50 lat nic nie można było zrobić, bo pieniądze stąd wyciekały do Warszawy, a miasto podlegało drenażowi gospodarczemu Łodzi. I teraz mamy szansę, żeby to odwrócić. Jest konkurencja, wolny rynek i wszystko zależy od nas.

Marcin Bugajski: Od czasu objęcia przez mnie funkcji nieoficjalnego wiceprezydenta od kolei, jestem w stałym kontakcie ze spółkami kolejowymi, by domknąć w bardzo napiętych terminach ostatnie negocjacje i ruszyć z projektem, który jest dla nas kluczowy. To jest robione w formie roboczej, sprawnie, szybko, efektywnie. Komputery troszeczkę się grzeją, mamy ciągłe spotkania koordynacyjne. Nie chwalimy się tym, że pracujemy, bo uważamy to za coś normalnego. Praca nad tym projektem jest cywilizacyjną szansą dla Łodzi. Nikt nie ma wątpliwości, że kluczowym elementem Kobro City jest dworzec kolejowy, dworzec multimodalny.

Krzysztof Apostolidis:
To jest dzień wyjątkowy, proszę państwa. Wyjątkowy dlatego, że po raz pierwszy spotkałem się z przedstawicielami Parlamentu Europejskiego, przedstawicielami parlamentu mojego kraju, Urzędu Marszałkowskiego, Urzędu Miasta, Polskich Kolei Państwowych, przedsiębiorcami i łódzkimi patriotami, przedstawicielami dwóch najważniejszych uczelni wyższych: Politechniki Łódzkiej i Uniwersytetu Łódzkiego, działaczami samorządowymi - i wszyscy jesteśmy zjednoczeni wokół tej samej idei. Rozmawiamy o dużej idei, o tym jak ma się rozwijać miasto. Po raz pierwszy wszyscy mówimy tym samym głosem. To oznacza, że buduje się nam społeczeństwo obywatelskie. I to jest piękne. Nie zapominajmy o biznesie, bo padały tutaj słowa, że pieniądze z Unii Europejskiej się kiedyś skończą i więcej ich nie będzie. Jeżeli nie będzie biznesu, to nie będzie nic. Pieniądze, które są wydawane na kolej czy na kulturę, rodzą się w naszych przedsiębiorstwach. Pamiętajmy, że pobudzanie przedsiębiorczości i tworzenie dobrej atmosfery wokół przedsiębiorców jest kluczowym elementem rozwoju społecznego. Najpierw musi być biznes i musimy te pieniądze zarobić, potem musimy zapłacić podatki, a potem ktoś się musi zastanowić, jak je wydać. Pamiętajmy, że firmy, które przychodzą do Łodzi dzisiaj, te duże, międzynarodowe, kiedyś odejdą, bo zmieni się koniunktura. Dlatego ważny jest rozwój instytucji związanych z nauką i współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami i wyższymi uczelniami.

Jacek Grudzień:
Kto powinien to koordynować?

Krzysztof Apostolidis: Najlepszą formą koordynacji jest wolny rynek, czyli biznes. To biznes musi przyjść do pana profesora i powiedzieć, że ma zapotrzebowanie na określoną usługę i pan profesor musi przyjść do biznesmena i powiedzieć: słuchaj chłopie, mam taki nowy projekt. To jedyna droga, tak się dzieje w Stanach Zjednoczonych, tak się musi dziać u nas. Nie ma regulacji, nie da się zrobić katechizmu współpracy biznesu z uczelniami. Tylko wolny rynek.

Elżbieta Hibner:
Chciałabym uporządkować tą dyskusję z punktu widzenia koordynacji. Proszę państwa, region to jest takie zwierzę w Unii Europejskiej, które odpowiada za rozwój w każdym kraju. A metropolia jest biegunem tego wzrostu. Bez współpracy regionu z metropolią wielkie plany się nie udają. To obserwacja, którą mam od kilku lat i widzę, ze sporo planów się nie udaje dlatego, że nie było współpracy na właściwym poziomie. To jest poziom administracyjno-polityczny. Musi powstać masterplan i przy tym, co planuje państwo w postaci autostrad, i w tym co planuje region, i musi się to mieścić w wielkich planach miasta. Obok tego musimy rozmawiać o koordynacji finansowej. Inwestycje albo się umie przekuć w sukces, albo nie. Przykład: Hiszpania, która słynie ze świetnie zorganizowanych inwestycji autostradowych, dzięki tymże autostradom zyskała wielokrotny wzrost turystów w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Natomiast świetnie rozwinięta sieć autostrad na terenie byłych landów NRD zaowocowała tym, że równie sprawnie tymi autostradami mieszkańcy NRD wyjechali ze wschodnich landów. A więc nie tylko infrastruktura, nie tylko wielkie plany, i nie tylko pieniądze, ale również zdolność do koordynowania.

Jacek Grudzień:
Czy mamy tą zdolność w mieście i w regionie?

Elżbieta Hibner:
Każdy, kto zna struktury miejskie i struktury wojewódzkie, zdaje sobie sprawę z tego, że za rzadko ze sobą rozmawiamy. Podam taki przykład, od czego ja bym zaczęła, mówiąc o budowie Kobro City. Uzgodniłabym miedzy Politechniką, miastem oraz elektrociepłownią, co ze złożami geotermalnymi pod tym miejscem. Z badań wojewódzkiego Biura Planowania Przestrzennego, z którym jestem w stałym kontakcie, wynika, że pod EC1 jest najgorętszy punkt. Czyli woda geotermalna najpłycej dostępna w najwyższej temperaturze.  Politechnika zabiega o koncesję na taki odwiert geotermalny. Coś trzeba w tej sprawie postanowić. Czy budujemy jeden odwiert i przesyłamy ciepło do EC1, to jest możliwe, czy budujemy taki odwiert w najgorętszy miejscu, czyli pod EC1, czy budujemy dwa odwierty, ponieważ z ekonomicznego punktu widzenia jest to opłacalne jako źródło taniej energii cieplnej. A jeżeli się okaże, że jest to woda o właściwościach leczniczych, to centrum kongresowe z funkcją SPA i rehabilitacji wybudują prywatni inwestorzy, bo to będzie bardzo opłacalna inwestycja. Nie będziemy musieli wtedy zabiegać o pieniądze ani od Unii Europejskiej i jej funduszy, ani od biednych budżetowych miejskich funduszy. Opłacalne inwestycje powinni podejmować inwestorzy prywatni. Kombinowanie, żeby namawiać radnych do tego, by wydali kilkaset milionów na inwestycję, która im się zwróci nawet za 10 lat, jest trudne i nieracjonalne. Pokazanie, że kapitał prywatny będzie dobrze obsłużony, i znajdzie dogodne warunki do inwestowania, daje nam możliwość sfinansowania bardzo wielu inwestycji spoza budżetu. Rozmawiajmy o realiach. Przy wielkich projektach infrastrukturalnych konieczna jest po pierwsze koordynacja prac władzy publicznej wszystkich szczebli, a po drugie tworzenie podmiotów, które zarządzają takimi projektami. I są to tak zwane spółki specjalnego znaczenia czy specjalnego celu, które składają się zarówno z partnerów publicznych, jak i prywatnych. Świat zna takie rozwiązania. Europa zna takie rozwiązania. W Polsce mamy rozwiązania ustawowe.

Andrzej Walczak:
Naszym zadaniem było ustawienie poprzeczki wysoko, Masterplan Roba Kriera to jest ta poprzeczka. Dominująca rola kultury, odpowiedniej rangi obiekty i kolej dużych  prędkości. Kobro City czy Nowe Centrum w Łodzi to są cztery lata pracy nad  propagandą projektu, wykreowaniem znaku, który jest tyle warty, za ile się go sprzeda. Sprzedać komu? Tym, którzy mają pieniądze i którzy będą chcieli na tym zarobić. Bo inaczej się tego nie da zrealizować. Cały pomysł Kobro City polega na fantastycznym wykreowaniu wartościowego znaku. Po to powstał pomysł jednej dziury dla wielu inwestycji w tym obrębie. Gdybyśmy mówili o 300-400 milionach na jeden obiekt, to jest za mało, żeby się budowaniem w Łodzi zainteresowali Kanadyjczycy czy Katarczycy. Dopiero jak zbierzemy te wszystkie inwestycje, zrobi się projekt wart kilka miliardów. Świat uwielbia radykalne, duże projekty. I tu chciałby powiedzieć kilka słów na temat  Specjalnej Strefy Sztuki, zwanej rurą. Jej istotą, pokazaną rok temu w Brukseli, jest ortodoksyjny projekt zjednoczenia Europy Wschód-Zachód. Dziś są dwie Europy: wschodnia i zachodnia, gorsza i lepsza. Tylko Łódź może te dwie Europy zjednoczyć. Nie ma możliwości, żeby przesunąć granicę gdzieś na Ural, ale kultura może to zrobić. Naszym marzeniem jest, żeby doprowadzić do dużego spotkania w Łodzi ministrów kultury w 2016 roku. Szklana rura ma dwa końce, wschodni i zachodni. O zachodniej stronie rozmawiamy z ambasadorem Niemiec, by znalazł się tam 18-metrowy obraz największego mistrza op-artu Ludwiga Wildinga, który przed śmiercią zostawił nam swój projekt. Z ambasadą Rosji będziemy rozmawiali na temat tzw. dekla wschodniego zaprojektowanego przez rosyjskiego artystę, najprawdopodobniej przez Ilyę Kabakowa. Obok Specjalnej Strefy Sztuki mogą powstać siedmio-ośmiokondygnacyjne budynki, drogo sprzedawane, które sfinansują budowę Rynku Kobro obok podziemnego dworca. I jeszcze Brama Łódzka, symboliczny element, który pokazuje, że miasto umie rozmawiać z Koleją, bo brama zostanie postawiona okrakiem na dwóch działkach: kolejowej i miejskiej. I my musimy się dogadać po to, by tą symboliczną bramę łódzką wybudować.

Marek Cieślak:
Ja mam wrażenie, że my nie nazywamy pewnych rzeczy po imieniu. Bo jak Andrzej Walczak wywołał jakiś czas temu temat Kobro City, to w nim nie chodzi tylko o 90 hektarów, dziurę w ziemi, tunel na tory i dworzec. To  jest kwestia gęby Łodzi, tego, jaka Łódź w XXI wieku ma być. Wątków, które się pojawiły wokół tego kawałka Łodzi, jest co niemiara. Okazuje się, że projekt, wydawałoby się, trochę szalony w pewnych założeniach, ale realny, jeśli zaczynamy patrzeć, jak on dzisiaj wygląda, jest możliwy do zrealizowania. To także  kwestia transportu publicznego, bo Łódź tam planuje swój największy węzeł przesiadkowy. Być może wreszcie warto zintegrować transport publiczny w ramach Łodzi i aglomeracji. Może warto zastanowić się nad ciągiem ulic i przebudową części miasta. Tych wątków wywołanych tematem Kobro jest co mnóstwo. To jest pytanie: jaka Łódź? Sensownie zacznijmy tę Łódź na nowo układać. Szczerze powiedziawszy, denerwuję mnie  troszeczkę temat naszego spotkania. Nie „po co?”, tylko „jak i kiedy?”. Zupełnie poważnie. Wydaje mi się, że straciliśmy już trochę czasu i warto korzystać z impetu , by projekt rozwijać.

Krzysztof Stefański:
„Po co budować nową Łódź?” to takie pytanie retoryczne. Wszyscy jesteśmy za. Kto by nie chciał budować nowej Łodzi? Ja reprezentuję środowisko historyków sztuki, a może bardziej środowisko ludzi zajmujących się konserwacją zabytków. Chciałem wyrazić delikatne wątpliwości, które nurtują  wszystkich ludzi, którym bliska jest Łódź. Co ze starą Łodzią w tym czasie, kiedy chce się budować nową? Przez najbliższe 10 lat, przypuszczam, wszystkie środki miejskie, wszystkie środki pozyskiwane z Unii Europejskiej, będą inwestowane w nową Łódź. Prezes Walczak wymyślił piękne hasło: Kobro City, Miasto Kobro. A ja rzucę hasło: Rembieliński City. Co z miastem Rembielińskiego? Bo Łódź, w której żyjemy, zresztą i miejsce, w którym teraz rozmawiamy, wykreował Rajmund Rembieliński. Dawna Łódźa na naszych oczach się sypie. Pewne fragmenty miasta to wprost ruina. Chciałbym się dowiedzieć, może od władz miasta, od pana prezydenta, czy jest jakaś koncepcja ratowania dawnej Łodzi i jaka jest proporcja środków w ciągu najbliższych 10 lat, które chce się wyłożyć na budowę nowej Łodzi, a które chce się przeznaczyć na odbudowanie starej Łodzi. Stara Łódź potrzebuje też kompleksowego programu ratowania. Musimy pamiętać, że bogactwem Łodzi jest nie to nowe centrum, ale stare centrum. Ta Łódź odrestaurowana, odnowiona, mogłaby być perełką w skali europejskiej, bo rzeczywiście jest to unikatowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z piękną, w miarę jeszcze dobrze zachowaną architekturą. Ale po 10 latach co z tego zostanie? Wszyscy rozkładają ręce. Więc to jest  podstawowe pytanie: dlaczego są pieniądze na nową Łódź, a nie ma pieniędzy na starą Łódź, na ratowanie tego Rembieliński City, które jest skarbem Łodzi. To stare centrum będzie decydować o wartości naszego miasta.

Marcin Bugajski: Nie możemy zamknąć na klucz Łodzi na czas budowy Kobro City. Dokonujemy bardzo poważnej weryfikacji WPI, czyli załącznika do budżetu miasta, który określa wydatki wieloletnie. Dokonujemy  głębokiej weryfikacji budżetu, aby uwolnić środki zapisane na sprawy niekluczowe lub zbyt rozbudowane. Budowę Kobro City traktujemy jako inwestycję w skali miasta. Będziemy mieli dworzec, nowe parki biznesowe, nowe centra przyjmujące turystów, ściągające firmy, które przyniosą podatki, dadzą środki do budżetu, to z tych środków będziemy mogli wydawać pieniądze na ratowanie Rembieliński City. Nie ma z mojego punktu widzenia, z punktu widzenia władz miasta, przeciwstawienia Kobro City i Rembieliński City, czyli opozycji nowa a stara, dawna zabudowa miasta. Jedna i druga wymaga troski Miasta.

Jacek Saryusz-Wolski:
Ja się stuprocentowo, dwustuprocentowo zgadzam, panie profesorze, z pańską intencją. Mam wielkie pretensje do tych, którzy dopuścili do różnych wyburzeń i boli mnie, kiedy ginie stara tkanka Łodzi. Były przykłady kiedy spychacze zdążały przed konserwatorem... To jest zbrodnia na Łodzi. Natomiast w artykule pani Doroty Jareckiej jest podtytuł: „Czy nowe miasto musi być przeciw staremu?”. To jest fundamentalnie fałszywa teza. Łódź jest miastem urbanistycznie starym, które na skutek rabunkowej gospodarki PRL-u dzisiaj ma kamienice, które się rozsypują. Nawet nie jesteśmy w stanie do dzisiaj Księżego Młyna uratować. Rewitalizacja tej ilości budynków przez tak ubogie miasto jest niewykonalna, mówię to jako ekonomista. Łódź się musi wzbogacić, żeby to uratować. Sposobem na wzbogacenie się jest wykreowanie nowej tkanki miastotwórczej. Te pieniądze, których się dzisiaj nie zainwestuje w nową Łódź - która się wielokrotnie zwróci – no więc za te pieniądze możemy uratować jeden kwartał. To będzie 1/50 miasta, nieprzynosząca dochodów. Musimy wykreować nową dynamikę, która zarobi na zachowanie starej Łodzi. Nie można tego  przeciwstawiać. Wydaje mi się również, że powstrzymanie się od uruchomienia tej nowej dynamiki w sytuacji, kiedy między 50 a 85 procent pieniędzy możemy wziąć z Unii Europejskiej, jest logicznym błędem i miskalkulacją. Natomiast miasto i region mogłyby wypracować strategię, jak związać dochody przyszłej, nowej Łodzi z rewitalizacją. To koło zamachowe, które się rozkręci. Jeśli tu będą turyści, będzie wytwórczość intelektualna, przemysłowa, technologiczna i tak dalej, to zacznie się przekształcać w podatki, one wpłyną do kasy miasta... Można tak postawić problem, że nowa Łódź zaciąga dług moralny wobec starej Łodzi. I musi ten dług moralny spłacić. Na dzisiaj polityką władz miasta powinno być ratowanie tego, co może się nieodwołalnie rozsypać. Trzeba skończyć z kryminalną praktyką wyburzeń, trzeba zredefiniować to, co jest zabytkiem. Dużo rzeczy jest do uratowania, można się układać z developerami. Trzeba zawrzeć łódzko-łódzki kontrakt: nowa Łódź ratuje starą Łódź. To jest program na 30 lat do przodu.

Elżbieta Hibner:
Łodzianie są autorami  jednego z większych projektów rewitalizacyjnych w Polsce, to wielki projekt na kwotę ponad 90 milionów złotych dofinansowania ze środków Unii Europejskiej, dla kwartału między ulicą Piotrkowską, Nawrot, Tuwima i Kilińskiego. Przez Zarząd Województwa projekt został umieszczony na liście projektów kluczowych, czyli rewitalizacja tego kawałka Łodzi została potraktowana jako projekt, który  może mieć istotny wpływ na rozwój miasta i regionu. Postęp w realizacji tego projektu sprawia, że moi współpracownicy sygnalizują mi co jakiś czas, że ten projekt może nie dotrzymać harmonogramów. Dlaczego? Bo to nie jest, niestety, kwestia tylko i wyłącznie pieniędzy. Jest to kwestia rewitalizacji, która ma charakter nie tylko techniczny, odbudowania budynków, wyremontowania ulic. Każda rewitalizacja w centrach miast musi mieć także charakter rewitalizacji społecznej. I to jest niesłychanie trudne do wykonania. Żeby kwartał miasta zrewitalizować, czyli na przykład wyburzyć komórki, przeprowadzić nowy trakt komunikacyjny, zaprojektować zieleń, ci, którzy są właścicielami tych komórek, muszą się na to zgodzić. W śródmieściu 40 procent osób nie płaci czynszu, bo ich na to nie stać. Polityka Miasta do tej pory wyglądała tak, że jak biedota opuszczała mieszkanie, to wprowadzano tam organizację, która płaci obniżony czynsz, bo to organizacja społeczna. Proszę popatrzeć ile jest organizacji politycznych, społecznych, fundacji różnego typu, stowarzyszeń, które zajmują  duże łódzkie mieszkania. Te mieszkania trzeba przywrócić ludziom. Tam ma wejść młoda, dynamiczna i rozwijająca się rodzina i zainwestować w mieszkanie. A nie organizacja, która się tam spotyka raz w miesiącu.
Musi być zgoda społeczna na to, w jaki sposób rozwiązywać ludzkie problemy mieszkańców śródmieścia. Budowanie Kobro jest o tyle interesujące, że budujemy od początku, zasiedlamy, sprzedajemy ludziom, którzy  sami utrzymają te domy i nie będą wyciągać ręki do miasta. A  to, co mamy w śródmieściu historycznie cennego, wymaga pieniędzy podatnika. Konieczne jest wprowadzenie zupełnie nowych mechanizmów zarządzania do samego centrum. Bez tego, nawet jak będą pieniądze unijne, bo mamy już na to żywotny przykład, ta rewitalizacja się po prostu nie powiedzie.

Jacek Saryusz-Wolski:
Pan Apostolidis cieszył się, że się wszyscy zgadzamy. Wydaje mi się, że przyszedł również czas, żeby się pokłócić. Pani marszałek, jesteśmy tu w gronie łódzkim, prawda? No to otwartym tekstem: Łódź źle pochłania środki unijne. Łódź jest w ogonie, Łódź i Łódzkie...

Elżbieta Hibner:
Łódzkie jest w czołówce.

Jacek Saryusz-Wolski: Nie, pani marszałek, proszę wziąć statystyki. Ci najlepsi mają 6 tysięcy złotych per capita na mieszkańca, a Łódź ma 1,5 tysiąca. Silny magnes przyciąga dużo, mały magnes przyciąga mało. Chcemy, dzięki nowej, dynamicznej koncepcji Łodzi stworzyć silny magnes. Rozumowanie w kategoriach gry o sumie zerowej, co nie wydamy na nowe centrum, to wydamy na kolejną ulicę łódzką, i odwrotnie, jest rozumowaniem statycznym, które do nikąd nas nie zaprowadzi. Jestem przeciwnikiem samozadowolenia urzędu prezydenta i urzędu marszałkowskiego - żeby równo rozdzielić „zasługi”, jeśli chodzi o wykorzystanie środków unijnych. Gdy patrzę z Brukseli, jak inni się biją o środki, jak nowoczesne projekty są przedkładane, to Łódź jest mało inwencyjna, w ogonie, statyczna, nie ma pomysłów. To się ani umywa do Pomorskiego, do Dolnośląskiego. My nie przypadkiem przegraliśmy konkurs o biuro Parlamentu Europejskiego w Łodzi. Jesteśmy niedynamiczni, nieinwencyjni i źle wykorzystujemy środki. Proponuję, żeby zamiast 1,5 tysiąca per capita pozyskiwać tak jak Gdańskie 6 tysięcy. Wtedy będziemy mieli i te kwartały, i nowe centrum.

Jacek Grudzień: Panie prezydencie, dajmy mikrofon, bo jeszcze nie mówił Marek Janiak.

Marek Janiak:
Ale się trzeba naczekać. (śmiech sali)

Jacek Grudzień: Takie życie... Cztery lata na tę dyskusję czekaliśmy, panie profesorze.

Marek Janiak:
Najpotężniej miód na moje serce leje pan europoseł, jego wypowiedzi są logiczne i sensowne. To, co mnie uderzyło jako obywatela żyjącego w Łodzi, w jej rozwoju powojennym do dzisiaj, to kompletna, absurdalna, niewyjaśnialna magia głupoty decyzji, niespójności tych decyzji. To nie jest oczywiście choroba Łodzi, tylko choroba Polski. Coś, co jest na świecie normalne, w Polsce zaczyna być karykaturalne. Łódź, która była ogromnym miastem, miała ogromną potencję, była w środku Polski i była gnojona bezustannie. Być może z politycznych powodów, ale również z jakichś magicznych powodów. Jeszcze nie tak dawno byliśmy świadkami dyskusji, czy skrzyżowanie autostrad ma iść koło środka Polski, jak logika na to wskazuje, czy ma go ominąć, żeby pomóc Sieradzowi. Nikt nie był w stanie pomyśleć, że może trzeba pomóc większemu miastu, bo to da większy pożytek dla kraju, regionu i Łodzi. Jak popatrzymy na strukturę kolejową kraju, to też oczywistym jest, że Łódź się znajduje w takim szczęśliwym położeniu. I bardzo jestem wdzięczny Kolei, że zrobiła pierwszy od wielu lat logiczny i rozsądny ruch. Jak ma być gdzieś ważne miejsce kolejowe, to niech będzie w środku, bo obsłuży bardzo dużo. Wydaje się po podjęciu tej decyzji, że ona jest oczywista. Zaczynamy być świadkami czegoś, co się układa w magiczny ciąg logiczny. To mnie cieszy. Jeżeli mówimy o Nowym Centrum Łodzi, to pamiętajmy o tym, że genialność Walczaka, który mógłby spokojnie, mając swój potencjał organizacyjnego geniusza, nie mówiąc o finansowym potencjale, spokojnie inwestować na wyspach Hula-Gula, na Florydzie czy gdzieś tam, i znamy takie przykłady, polega na tym, że postanowił inwestować w Łodzi. Tak jak kiedyś ci niesłychanie potężni fabrykanci, jak Poznański, Kindermann, Geyer czy inni, o których ja w szkole słyszałem, że to są krwiopijcy i źli ludzie, co wpędzają społeczeństwo w ciemne podwórka, gdzie dzieci chorują na krzywicę. (śmiech sali). W czasie swojej działalności coś tam wybudowali, co zostało w tym mieście, nie zabrali tego i nie poszli. I Andrzej Walczak podejmuje decyzję, że będzie inwestował w Łodzi i wybiera genialne miejsce - ranę w środku miasta. Każdy przepust kolejowy w każdym mieście na świecie jest czymś koszmarnym dla struktury  miasta. Z jednej strony zasila je, ale z drugiej strony przecina nieprzekraczalną linią i niszczy jego strukturę, rozdwaja miasto, czasem silniej niż rzeka. W wielu bogatych miastach, w których kolej robiono w czasach, gdy już była ta inżynierska możliwość, wrzucano ją pod ziemię albo wstawiano na estakady, żeby nie rozcinała miasta. Łódź rozwijała się szybko i nie było na to czasu. Wrzucenie kolei pod ziemię - to jest genialne. Po prostu zacerowujemy koszmarną dziurę w mieście, w bardzo ważnym miejscu, w samym środku, ekonomicznie i strukturalnie oraz propagandowo najlepszym. Za darmo uzyskujemy coś, co było niedostępnym, wstrętnym, koszmarnym miejscem. Wszyscy wiemy, jak wyglądają tereny przykolejowe, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. I to zniknie. To, że Andrzej Walczak to wymyślił, że Kolej podchwyciła logikę i rozsądek projektu, to jest coś cudownego, proszę państwa. Nie znam wielu przykładów w Polsce i w Łodzi, żeby coś takiego się zdarzyło. Raczej się obijam bez przerwy o bzdury i o magiczne: nie, nie wiem, nie zrobię, nie da się, jest niemożliwe. Jeżeli będziemy posługiwać się właśnie czymś, co można nazwać rozsądkiem, logiką czy optymalnym wyjściem, to nie będzie żadnych konfliktów przy budowie centrum. Trzeba tylko pamiętać, że to, co musi zostać do niego doprowadzone z miasta, czyli drogi, instalacje i różne inne rzeczy - żeby ich przebieg nie niszczył tkanki historycznej. Może się tu różnię z panem profesorem Stefańskim stanowiskiem, ale ja uważam, że podstawowym obowiązkiem tego pokolenia jest nie niszczyć historycznej tkanki. Ja nie wierzę, że nam się uda ją zrewitalizować, bo jak widzę postępy w tej materii, to jestem raczej załamany. Ale to jest wielkie miasto. Natomiast możemy nie niszczyć, bo jak mówi pan euro poseł Saryusz-Wolski, to jest zbrodnia dla  miasta. Sprawa nowego centrum nie ma do niej nic. Kobro City zacerowuje dziurę, nic nie niszczy. I tu do pani marszałek kamyczek wrzucę, bo nie doczekam się już drugi raz dojścia do głosu, że najfatalniejszy model współpracy,  jaki mnie spotkał jako działacza społecznego od 20 czy 30 lat, to współpraca Sejmiku z Miastem. Mnie interesuje Łódź i nie mogę zrozumieć, jak polityka regionu może nie być zogniskowana na Łodzi. Ja bym powiedział tak: nie pytajcie, co Łódź może dać regionowi, ale zapytajmy, co region może dać Łodzi. Bo gdyby ktoś w Toskanii podważał jakość Florencji jako głównego miasta, które po prostu tworzy wszystko, a bez niej region by istniał, to by został uznany za człowieka niespełna rozumu. A kiedy ja chcę coś zrobić w Łodzi i dla Łodzi, idę z tym do Urzędu Marszałkowskiego i słyszę: proszę pana, może pan zrobić ten projekt, ale pod warunkiem, że on również będzie dla regionu. Ale ja chcę zrobić kamienicę w Łodzi! No tak, ale nich tam pan na przykład zaprosi prządki z Opoczna. Przecież tak nie można myśleć. Jeżeli nie stworzymy mocnego serca, mocnej głowy, to obumrą nogi. To centrum, ta metropolia, o której mówimy, odda tą energię. No i jeszcze na koniec krótkie zdanie o historii. Na ile dziś historyczne budynki są w stanie oddać ekonomiczny pożytek,  najlepiej pokazała tak zwana Manufaktura, która wymagała kolosalnych środków. Jak oni to zrobili, tak zrobili, ale jakoś stoi, nie jest najgorzej. Więc duże środki ekonomiczne poszły w coś, co nie jest prostym budynkiem i nie zwraca się natychmiast w bilansie poinwestycyjnym. Jeżeli się patrzy na sukces ekonomiczny Manufaktury i porównuje ją na przykład z czymś, co nie ma tkanki zabytkowej, czyli na przykład z mallem handlowym M1 w tym samym mieście, to jest to miażdżące porównanie. Według mnie nie istnieje opozycja, czy nowe miasto Kobro City, czy stara Łódź. Zacerowuje się miasto nową tkanką i ważne jest, jak ta tkanka będzie wyglądać. Wyczuwam pewną obawę przed tym, żeby nowe centrum nie stało się lekko wątpliwym sukcesem architektoniczno-urbanistycznym takim jak La Defense w Paryżu. To pomnik nowoczesnej architektury, tylko że nikt tam nie chce przychodzić. I dzielnica jest na siłę stłoczonym biznesem. Na szczęście i projekt Roba Kriera, i te założenia urbanistyczne centrum są mądrzejsze niż La Defense. Cywilizacja europejska weszła już na wyższy poziom. Nie zachłystuje się modernizmem i na siłę tworzeniem nowego. Pojawiają się nurty neoklasyczne, powrót do pewnej filozofii miasta.

Marcin Bugajski: Dziękuję panu ministrowi i panu profesorowi za te wypowiedzi odnośnie funduszy i Łodzi. Mam nadzieję, że po wypowiedzi pani Hibner mogę wnosić, że nie będzie w następnym konkursie na kulturę w czerwcu czegoś takiego, jak było w przypadku konkursu na te modernizacje budynków, gdzie Łódź nie dostała ani jednego projektu, bo pieniądze trafiły na obrzeża województwa. Projekt rewitalizacji pilotażowego kwartału ulic jest pod moją szczególną opieką, miałem spotkanie z mieszkańcami i zamierzam to doprowadzić w listopadzie, tak jak to wynika z harmonogramu, do stanu sprawdzalności.

Jacek Grudzień:
Na dyskusję o rewitalizacji pana prezydenta i panią marszałek zapraszam do któregoś z moich programów, wtedy ją dokończymy. Panie doktorze, cierpliwość jest nagrodzona. Pan najdłużej czekał na zabranie głosu...

Krzysztof Cichoń:
Opłacało się, ponieważ profesor Janiak wprowadził dwa bardzo ważne elementy do dyskusji.  Po pierwsze te dzieci z krzywicą z XIX wieku, a po drugie prządki z Opoczna. Cieszę się również z tego, że wprowadził tutaj magiczność jako pojęcie, bo tak z rosnącym zdziwieniem słuchałem, jak kolejni tutaj mówcy ożywiali budynki. Ta rewitalizacja budynków to jest coś, czego nawet Parlament Europejski nie jest w stanie zrobić. Budynki nie żyją i chyba nic się nie zmieni w tym względzie. W Łodzi też się nie uda, nawet przy użyciu prządek z Opoczna. (śmiech sali).W tym projekcie z jednej strony jest biznes i siły ekonomiczne, z drugiej strony decydenci i władze publiczne, z trzeciej architekci. Ważnym elementem tego nowego centrum Kobro City – wszystko jedno, jak to nazwiemy - jest walor edukacyjny i edukacja przede wszystkim. I tutaj pozwolę sobie nawiązać do tych XIX-wiecznych krzywicznych dzieci, bo nowe centrum ma być miejscem, które włącza mieszkańców w system edukacyjny. Miasto, ale też region – możemy te dzieci przywieźć z Opoczna, podobnie jak prządki z Opoczna możemy tutaj przywieźć. Jest też pytanie o to, kiedy ten projekt zostanie skończony, bo teraz wszyscy się martwią, żeby zacząć. Jest metaforyka operacji na otwartym sercu miasta. Ale serce bije cały czas. Pojawia się także kwestia wychowania sobie użytkowników tego projektu.

Krzysztof Apostolidis: W dyskusji pojawiało się pytanie, co zrobić, żeby ta stara tkanka miejska lepiej wyglądała i jaki sposób znaleźć na finansowanie. Proszę państwa, w 1999 roku kończyłem swoją inwestycję na Piotrkowskiej, Secesję 89. Już minęło 10 lat, a miałem nadzieję, że za 10 lat cała Piotrkowska tak będzie wyglądała. Z przykrością stwierdzam, że źle wygląda tylko to, co należy do Miasta. W związku z tym serdecznie rekomendujemy Miastu, panu prezydentowi, żeby zdobył się na odwagę i sprzedał wreszcie Piotrkowską, nieruchomości, budynki, kamienice - nie tylko na Piotrkowskiej - łodzianom. Miasto nie ma pieniędzy, by to rewitalizować. Ta nasza dyskusja potwierdziła. Po drugie nie ma kadry, która potrafi to robić. Miasto ma tą nieprawdopodobną przewagę, że może być tylko i wyłącznie beneficjentem podatku od nieruchomości. I niech tak się stanie. Budynki muszą należeć do podmiotów gospodarczych i prywatnych właścicieli. Gdyby właścicielami kamienic byli prywatni przedsiębiorcy, prywatni właściciele i instytucje biznesowe, to one by wyglądały zupełnie inaczej. Dzięki takiej decyzji stanie się magiczna wręcz rzecz. Łodzianie zostaną  właścicielami swojego miasta. Zwiększymy potęgę tożsamości łódzkiej.

Alina Giedryś:
Pozwolę sobie wyłowić dwie krótkie kwestie, do których ja mogłabym się odnieść. Mianowicie – współpraca. Współpraca, która jest warunkiem absolutnie koniecznym. Ta debata nie byłaby możliwa, dzisiejszy stan rzeczy, stan projektów, stan zaawansowania, nie byłby możliwy, bez współpracy wszystkich zainteresowanych. Ten projekt jest projektem przygotowanym niezwykle kompleksowo. On jest dobry dla miasta, dla regionu i dla kraju. Jest to projekt, który będzie dźwignią dla całej sfery gospodarczej. Inwestować w takie miejsce, które będzie dźwignią dla całego miasta, to jest właśnie zapewnić mu motorykę, dynamikę,  możliwości. Tego nie da pochłonięcie pieniędzy przez kolejny kwartał, co też jest konieczne, ale nie da nic więcej, bo nie wyjdzie poza kwartał. Natomiast ten wielki projekt to jest generator przyszłości miasta, oparty na racjonalnych zasadach gospodarczych, gdzie Miasto daje tyle, ile może dać, korzystamy ze środków Unii Europejskiej, bo możemy z nich skorzystać. Szybkiej kolei nie zbudujemy bez następnej perspektywy budżetowej UE z priorytetem dla transportu kolejowego. Na autostrady dajemy dwa i pół razy tyle, co na kolej, więc pora, by odwrócić w następnej perspektywie unijnej te proporcje. Wtedy Łódź i Polska staną na nogi w  racjonalny sposób. Kolej z centrum miasta do centrum miasta jest konkurencją dla autostrad i dla krótkiego transportu lotniczego. Wobec projektu łódzkiego jest atmosfera sprzyjania władz politycznych, pan minister Cezary Grabarczyk patronuje tej sprawie. Wszystkie służby, które pracują na rzecz tego projektu, uważają za punkt honoru, ażeby na tej inwestycji nie było przeszkód. Oprawa prawna, oprawa techniczna, przygotowanie pod każdym względem jest doprowadzone do takiego stanu, że jesienią chcemy rozpocząć. Będzie podpisana umowa z kompleksowym wykonawcą dla trzech elementów infrastruktury kolejowej, ale tu państwo zapewne nie wiecie, że my jako Kolej reprezentujemy dwie odrębne spółki. My musimy sobie nawzajem kupować, sprzedawać i uzgadniać wszystkie nasze posunięcia. Polskie Linie Kolejowe mają kompetencje w zakresie infrastruktury liniowej, dworce należą już do PKP, a trzecim partnerem jest Miasto. Planowany termin zakończenia to jest 2014 dla dworca i układu infrastruktury miejskiej dworca podziemnego - bez części komercyjnej, która jest ofertą w okresie późniejszym - i infrastruktury miejskiej bezpośrednio związanej z obsługą dworca, czyli ulica Składowa, nowy odcinek linii tramwajowej, fragment Kilińskiego, doprowadzenie do Narutowicza, ulica Nowotargowa. To są elementy logistycznie związane, które muszą być budowane jednocześnie, od dołu do góry, jak plastry miodu, a nie oddzielnie. Wszystko jest przewidziane w ten sposób, aby w roku 2014 szybka kolej mogła mieć ten punkt jako fixe i budować się dalej. W zakresie kolei szybkiej, dzięki patronatowi nad tym projektem pana ministra Cezarego Grabarczyka, kończy się wyłanianie wykonawcy dla studium wykonalności dla całej linii Warszawa - Łódź - Poznań – Wrocław. Chcemy uwzględnić wszystkie dające się przewidzieć trudności. Są rozwiązane węzły w Łodzi, w Warszawie, węzły kolejowe w Poznaniu, we Wrocławiu, mamy badania geologiczne. Wszystko po to, by w 2011 roku dać rządowi materiał do podjęcia decyzji o najlepszym wariancie przebiegu linii dużych prędkości. Ta decyzja uruchomi w ramach już zakontraktowanego opracowania wszystkie elementy przygotowujące do ogłoszenia przetargu w trybie „zaprojektuj i wybuduj”. I 2014 rok, jak przypuszczam, będzie to wybór realizatora dla „igreka”. Jeżeli zwycięży rozsądek i patrzenie ekonomiczne, to pierwszym etapem powinien być linia odcinek Warszawa – Łódź, bo tutaj potoki pasażerów są w zasadzie samowystarczalne. Racjonalność ekonomiczna tego odcinka nie budzi żadnych wątpliwości. Kolejne odcinki są odcinkami o bardziej złożonej genezie i bardziej złożonej funkcji. Przez Poznań jedziemy do Berlina, przez Wrocław możemy pojechać do Czech. To w przyszłości się zdyskontuje, a odcinek Warszawa - Łódź zostanie zdyskontowany natychmiast, w momencie oddania do użytku. Wokół tego centrum komunikacyjnego, dla którego prognozy ruchu, wcale nie przeszacowane mówią o 100 tysiącach pasażerów na dobę, budujemy infrastrukturę. Kiedy to się stanie faktem, to będzie to lawina chętnych do lokowania tutaj swojego kapitału.

Sylwester Pawłowski:
Gdyby dzisiaj temu pokoleniu dzieci zadały pytanie: „a gdzie do tej pory byłeś, tato czy mamo?”, to myślę, że wszyscy musielibyśmy pochylić czoło. Natomiast jak za 20 lat naszym dzieciom ich dzieci zadadzą pytanie: „gdzie wtedy byłeś, tato czy mamo?”, to oni powiedzą: tworzyliśmy nowe oblicze Łodzi. Warto tę dyskusje kontynuować w przyszłości, w kategoriach odpowiedzialności na wszystkich tych obszarach, za które ponosimy odpowiedzialność. I w Sejmie Rzeczpospolitej, i w Parlamencie Europejskim, i w samorządzie miejskim i wojewódzkim. Historia dowiodła, ze przyszłość Łodzi tworzą ludzie, którzy chcą tutaj inwestować. I dobrze, że mamy dzisiaj współczesnych Rembielińskich i współczesnych Borowieckich. To oni włączając swój kapitał będą na stałe związani z miastem. Przestrzeń, która się wyłoni nad podziemnym dworcem kolejowym, będzie musiała być zagospodarowana nie z pieniędzy publicznych, nie z pieniędzy podatników, ale z pieniędzy prywatnych. I nie koniecznie kapitału zachodniego czy wschodniego, ale kapitału tego wypracowanego w pocie przez Polaków. I chciałbym w związku z tym moją wypowiedź skończyć tym apelem, żeby wszyscy współdecydujący o tej olbrzymiej inwestycji w sercu naszego miasta, zaczęli z większym zainteresowaniem odnosić się do inwestorów mających korzenie łódzkie, polskie, i żeby na tym etapie można było już rozmawiać o możliwościach inwestycyjnych w przyszłości.

Jacek Saryusz-Wolski:
Jest standardem w tej chwili w Europie, że się nową treść wkłada w starą tkankę. Kwestionowanie tego nie ma sensu. W Łodzi mamy udaną, z pewnymi zastrzeżeniami, Manufakturę. Mnie się udało zrewitalizować były budynek ZMS-u, pałac Schweikerta i byłą siedzibę Solidarności. To jest nowa treść w starej formie. I tak powinniśmy zrobić z całą Łodzią. Jest znakomity pomysł, niezrealizowany, jeżeli chodzi o Księży Młyn. Wydaje mi się, że mamy unikalną szansę, mamy ministrów Cezarego Grabarczyka i Bogdana Zdrojewskiego. Trzeba robić dobry polityczny PR. Jest zgoda ministra Zdrojewskiego, żeby w Łodzi w trakcie prezydencji 2011 roku zorganizować posiedzenie rady ministrów transportu Unii Europejskiej. Proszę bardzo, połóżcie wszystko na stole. Tylko że Miasto i Region muszą chcieć. Ktoś musi pójść za ciosem, ktoś musi pojechać, musi zawalczyć.
Jacek Grudzień: Wybory samorządowe w listopadzie tego roku, to był, jak zrozumiałem, apel pana posła: wybierajmy mądrze i wtedy Łódź będzie się budowała szybciej i zdecydowanie lepiej będzie pozyskiwała środki unijne.

Marcin Bugajski:
Ta debata pokazuje, jak ogromne jest zainteresowanie sprawami Łodzi i jej rozwoju. Jestem bardzo wdzięczny panu prezesowi za zorganizowanie tego spotkania. Deklaruję w imieniu swoim i pana prezydenta Tomasza Sadzyńskiego, że w każdym przypadku, w każdym momencie, kiedy będzie intencja do  kontynuowania, jesteśmy gotowi. To mogą być spotkania periodyczne, może comiesięczne, może nawet w krótszych okresach czasu. Będę w ich uczestniczył ja i wszyscy ludzie, którzy pracują w Urzędzie Miasta Łodzi, którzy mogą pomóc w wymianie doświadczeń. Wspólnie z panem ministrem, z panią marszałek i z wszystkimi politykami, którzy zwykle kojarzą się ludziom z nudnymi wypowiedziami i kłótniami, będziemy  działali wszędzie, gdzie trzeba. Pojedziemy wszędzie, gdzie trzeba, zaprosimy kogo będzie trzeba, aby te projekty zostały zrealizowane i deklaruję tutaj pełne wsparcie.

Przemysław Andrzejak: Liczy się  przede wszystkim innowacyjność, o czym wspólnie rozmawiamy z łódzkimi uczelniami. Ja pamiętam jak półtora-dwa lata temu rozmawialiśmy między innymi z Krzysztofem Apostolidisem, Andrzejem Walczakiem, Markiem Cieslakiem na spotkaniu Loży Biznesu o CKD, czy to się uda, czy nie. Wspólnie postanowiliśmy, że będziemy o to zabiegać, by realizować ideę budowy CKD. I po  dwóch latach dyskusji i ciężkiej pracy, można powiedzieć, że za rok oddajemy tą inwestycję, która ciągnie się od 30 lat. Myślę, że z nowym centrum, z nową duszą Łodzi, też wszyscy za dwa lata powiemy: startujemy. Oczywiście Uniwersytet Medyczne w Łodzi w tą dyskusję się włącza i chce być aktywnym partnerem.

Włodzimierz Nykiel: Po pierwsze ten projekt jest godny poparcia dlatego, że jest zarazem śmiały i możliwy. Po drugie wykorzystuje nasze możliwości, nasz potencjał, a także nasze idee  i wyobrażenia o naszym mieście. Po trzecie, co jest dla mnie bardzo ważne, jest zharmonizowany z charakterem przemian. Łódź przez lata utrwalała swój wizerunek jako miasta włókniarzy. Dziś to jest miasto akademickie. W przemyśle w Łodzi jest zatrudnionych 52 tysiące osób, a na Uniwersytecie Łódzkim pracowników i studentów jest 47-48, a z Politechniką i Uniwersytetem Medycznym to jest prawie 80 tysięcy ludzi. A więc my zmieniamy charakter miasta, edukacja wpisuje się w obraz kultury miasta, w obraz naszych wyobrażeń o przyszłości. Uniwersytet jest tym projektem żywotnie zainteresowany, bo postrzegamy swoją rolę nie tylko jako uczelni realizującej zadania naukowe i dydaktyczne, ale także rolę o wiele większą - kreatora, a także uczestnika najważniejszych zdarzeń, w tym zdarzeń kulturowych. I jest jeszcze jeden powód. Atrakcyjne miasto  to atrakcyjny uniwersytet. Proszę sprawdzić badania, które pokazują, jakie czynniki decydują o wyborze uniwersytetu: miasto jest jednym z najważniejszych czynników. Chcę zadeklarować, że możecie na nas liczyć. To jest, proszę państwa, kilka tysięcy kompetentnych pracowników, prawda? To i historia sztuki, i ekonomia, i prawo, i cały szereg innych dziedzin. Deklarujemy gotowość współpracy. Zwracajcie się do nas, my bardzo chętnie się do tego przyczynimy.

Stanisław Bielecki: To, że Politechnika jest za, to jest oczywiste, nie ma co dyskutować. Przeczytałem „po co budować Łódź” i się uśmiałem z zadanego pytania. Mówimy o kolei, gdzie za półtorej godziny będziemy w Berlinie. My jesteśmy gotowi, zresztą tu widać profesorów z Politechniki, którzy aktywnie w tym uczestniczą. Proponujemy Europejskie Centrum Badawcze w Łodzi. Są ludzie, którzy tu przyjadą pracować. Potrzebuję tylko szybko budynków, resztę sobie załatwię. Bo ja nie chciałbym, żeby 100 tysięcy ludzi na dobę przejeżdżało przez Łódź, bo to będzie tylko szum duży. Wolałbym, żeby chociaż połowa z nich wysiadała w tym mieście i pozostawała. Łódź musi się zdecydować. Albo inwestujemy w wiedzę, bo nie mamy ani nowych technologii, jak przyjadą inwestorzy, to też ze starymi technologiami, i wtedy możemy coś z tego mieć i zatrzymywać pasażerów jadących szybką koleją. Chciałem powiedzieć, że grupa robocza do spraw szybkiej kolei na Politechnice już istnieje, zapraszam państwa do ścisłej współpracy.
Jacek Grudzień: Obiecałem dwa zdania Krzysztofowi Candrowiczowi, projekt „Łódź Europejską Stolicą Kultury”...
Krzysztof Candrowicz: Słyszę, że wszyscy mówią jednym głosem. Już po raz ostatni zadajemy sobie pytanie: czy budować? Zaczniemy sobie zadawać pytania: jak? kiedy? i jak to zrobić jak najlepiej i najszybciej? Przywróćmy światowy poziom i rangę Łodzi, którą miała w XIX wieku. Trochę mi się ręka trzęsie, bo zdałem sobie sprawę, że żyję w przełomowym momencie dla historii tego miasta. Grajmy razem.

Andrzej Walczak: Miasto jest silne swoimi mieszkańcami. Prezydenci budują, ale siła jest nasza. Mnie też głos zaczął drżeć, ponieważ rozpoczynamy taki proces, który można by nazwać klasycznym sprzężeniem zwrotnym. Wasza siła pokaże, jaką siłą jest Łódź w Polsce. Miasto powinno się obnosić ze swoją dumą. I od tego zaczynamy, czyli zaczynamy budować Łódź w Polsce. Kiedy cztery lata temu zaczynaliśmy z Krzysztofem Cichoniem opracowywać podstawy ideologiczne całego przedsięwzięcia, dyskutowaliśmy, czym będzie Rynek Kobro. Dzisiejsza pierwsza debata jest symbolicznie rozpoczęciem budowy Rynku Kobro, czyli miejsca, gdzie ludzie się spotykają. Szczęścia nie znajdziemy na półkach sklepowych, bo ono tam nie leży. Nasze szczęście wynika z czegoś innego, z tego, że się spotykamy, a  bezinteresowne spotkania są podstawą naszej siły. Rozpoczynamy proces nieprzewidywalny, jak życie. To nie jest tylko projekt architektoniczny, ale proces, który zaczął się cztery lata temu od pokazania palcem, że tu będzie rynek.


 

Podziel się
 


EC1 DZIENNIK KOLEJOWY

KWIECIEŃ-MAJ 2010
NUMER 211



LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2009
NUMER 291